Konstytucja RP zapewnia wszystkim obywatelom wolność organizowania i uczestnictwa w pokojowych zgromadzeniach, ale jednocześnie dopuszcza ograniczenie jej przez inne ustawy. Ustawa o Zgromadzeniach precyzuje, że ograniczenie wolności zgromadzeń możliwe jest tylko jeśli jest to niezbędne do ochrony bezpieczeństwa państwowego lub porządku publicznego oraz ochrony zdrowia lub moralności publicznej albo praw i wolności innych osób.
Sytuacja w Warszawie jest o tyle skomplikowana, że oficjalnie nie powołano się na ten zapis, a zgody na imprezę nie wydano z powodów czysto formalnych – braku projektu zmian organizacji ruchu komunikacji miejskiej. Jednocześnie nikt nie próbuje ukrywać, że jest to tylko pretekst, od innych organizatorów nie wymaga się złożenia podobnego projektu, a w rzeczywistości chodzi właśnie o obronę moralności. Prezydent Lech Kaczyński dużo wcześniej zapowiedział, że zgoda na Paradę nie zostanie wydana, niezależnie co znajdzie się we wniosku.
Praktyka wyszukiwania przez urząd “haka” prawnego, nie mającego nic wspólnego z rzeczywistym powodem wydanej decyzji może niepokoić i nie budzi najlepszych skojarzeń. “Można by w miejscu, w którym zbierają się wiecujący, ustawić kilkadziesiąt ciężarówek z podległych Panu firm transportu miejskiego z włączonymi silnikami. One zagłuszyły by i zadymiły uczestników. Pomysł świetny, ale przecież używał go Aleksander Łukaszenko. Dobrze było by zablokować trasę przemarszu pod pozorem, że właśnie zaczęły się roboty drogowe. (...) Tyle, że w ten sposób robił w Moskwie prezydent Putin.” - ironicznie zwraca się do Lecha Kaczyńskiego Paweł Wroński w felietonie wydrukowanym w “Gazecie Wyborczej”.
Skupmy się jednak na rzeczywistym powodzie decyzji, czyli chęci obrony “moralności publicznej”. Jednym z problemów z “moralnością publiczną” jest płynność tego pojęcia. Śledząc wypowiedzi osób powołujących się na nie można odnieść wrażenie, że chodzi o aktualne poglądy większości obywateli co do tego jakie zachowania są uznane za odpowiednie. Andrzej Goszczyński w swoim tekście w dziale prawnym “Rzeczpospolitej” posuwa się nawet do stwierdzenia, że tylko referendum może ostatecznie rozstrzygnąć, które z zachowań są objęte przez ten termin. Stowarzyszenie “Rodzina Polska”, które kilka miesięcy temu wystosowało do prezydenta miasta Krakowa apel o zakaz tamtejszej Parady napisało w nim między innymi, że neguje ona “aktualną moralność publiczną oraz jej podstawy religijno-filozoficzne”, a jej zamiarem jest “zmiana znaczenia dobra i zła.”. Stwierdzenie o “aktualności” moralności zostało wyróżnione przez samych autorów i również wskazuje na zależność tego pojęcia od obecnych poglądów większości. Podobnym rozumowaniem kierował się zapewne sąd, który przed kilkoma dniami zadecydował, że porównywanie homoseksualistów do pedofili, nekrofili i zoofili nie jest dla nich obraźliwe, bo “taka jest powszechna opinia społeczna”. Tego typu podejście może stanowić zagrożenie dla różnych mniejszości, w szczególności tych mało lubianych, które wszak również (a może nawet “w szczególności”) w ustroju demokratycznym powinny być chronione. Komentując wyrok sądu w “Trybunie” Robert Biedroń, działacz gejowski i współorganizator Parady, zastanawiał się czy sąd odważył by się jednak wydać taki wyrok “gdyby chodziło o mniejszości narodowe, etniczne, lub religijne”.
Ta sytuacja i ogólnie przeciwstawianie opinii większości prawom mniejszości budzi we mnie skojarzenia z pierwszym tego typu głośnym wydarzeniem III RP gdy rozjuszony tłum mieszkańców Głoskowa niemal podpalił budynek Monaru manifestując swoją niechęć do przebywania w ich okolicy chorych na AIDS. Wówczas Andrzej Szczypiorski pisał w “Gazecie Wyborczej” - “Państwo demokratyczne tym się nade wszystko różni od państwa dyktatury, że ochrania każdą mniejszość przed zagrożeniami ze strony większości, że zawsze staje po stronie słabszych przeciwko silniejszym. Tylko w bardzo ograniczonych umysłach powstać może fałszywe przekonanie, że demokracja polega wyłącznie na rządach większości, że w demokracji większość ma zawsze rację, a jej decyzje są ostateczne i wiążące dla wszystkich. Gdyby tak było, to za demokrację należało by uznać Trzecią Rzeszę, gdzie większość obywateli popierała Adolfa Hitlera, a także Związek Radzieci w czasach Stalina, który był powszechnie czczony i darzony bezgranicznym zaufaniem szerokich mas” (cytat za “Czwarta władza. Najważniejsze wydarzenia medialne III RP”, W. Bereś). Również Trybunał Praw Człowieka uznaje, że swoboda wypowiedzi “nie może ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne, lecz odnosi się w równym stopniu do takich, które obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój. Takie są wymagania pluralizmu i tolerancji, bez których demokracja nie istnieje” (cytat za Rzeczpospolitą).
Trudno w tej chwili postrzegać Paradę wyłącznie jako sprawę mniejszości seksualnych, nie dostrzegając aspektu dotyczącego uniwersalnych wolności obywatelskich. Tak skomentowała to w “Gazecie” Halina Bortnowska, członkini Komitetu Helsińskiego - “Jestem katoliczką. Nie zamierzałam brać udziału w Paradzie Równości. Ale jako obrońca praw człowieka jestem zdania, że nie mamy prawa jej zakazywać. I może tak się stać, że w ostateczności na tę paradę pójdę. Po to, aby propagować równość obywateli wobec prawa”.
Warto zauważyć, że mówimy o prawdopodobnie największej mniejszości w Polsce. “Należy stwierdzić, że ponieważ homoseksualiści (...) stanowią co najmniej 5% populacji zarówno w Europie, jak w USA, a dane polskie nie różnią się od światowych, liczba osób homoseksualnych w Polsce wynosi około 2 mln, a więc jest to największa mniejszość żyjąca w naszym kraju, gdyż na przykład inna liczebna grupa – mniejszość niemiecka – obejmuje niecałe 1,5 mln osób” - pisze profesor Krzysztof Boczkowski w opracowaniu “Homoseksualizm”.
Czym jest zatem “moralność publiczna” jeśli uznamy, że jej definicja jako sfera akceptowana przez większość nie jest właściwa? Jednoznaczne ustalenie granicy moralności prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwe. Najlepszym przykładem są kontrowersje, które pojawiły się wokół akcji plakatowej “Niech Nas Zobaczą”. Jednych wizerunek dwóch osób tej samej płci trzymających się za ręce zupełnie nie oburzał, dla innych był narzędziem najgorszej deprawacji dzieci i młodzieży.
Dla wielu samo pojawienie się osób homoseksualnych jest obrazą moralności, ale są też tacy, a wśród nich prezydent Lech Kaczyński, którzy straszą rzeczywiście nieprzyjemną wizją półnagiego, kopulującego ze sobą tłumu gejów w centrum Warszawy, na oczach przerażonych mieszkańców. Prezydent miasta przyznał w rozmowie z Moniką Olejnik, że “jeszcze w tym roku” być może “ przedstawiciele tego środowiska istotnie byliby w pełni ubrani”, ale “pójście na ustępstwa” jego zdaniem nieuchronnie doprowadzi do podobnych scen w przyszłości. Wprawdzie organizatorzy wyraźnie wykluczyli taką możliwość w złożonym wniosku, ale oczywiście stan faktyczny poznalibyśmy dopiero po Paradzie. Wspomniany już Andrzej Goszczyński pisze w “Rzeczpospolitej” - “Można zatem przyjąć, że zamiast zakazywać, władze mogłyby podjąć trud dopilnowania, by manifestacja rzeczywiście była wolna od zachowań trudnych do zniesienia dla innych. Nie jest to jednak łatwe, na ogół następuje po fakcie, a w dodatku grozi zamieszkami. Istnieją jednak dobre podstawy prawne do takich działań, jako że kodeks wykroczeń wyraźnie zakazuje zachowań wywołujących zgorszenie i nieobyczajnych.“
Jako, że to nie pierwsza Parada w Warszawie warto w tym miejscu przyjrzeć się temu jak wyglądało to w poprzednich latach i czy są jakieś przesłanki aby twierdzić, że działy się tam rzeczy nieobyczajne.
Wszystko zaczęło się w 1998 roku gdy pod kolumną Zygmunta trzy osoby z zasłoniętymi twarzami trzymały tabliczki z nazwami swoich zawodów. Pierwsza prawdziwa Parada ruszyła w 2001 roku i wzięło w niej udział 300 osób, w roku 2002 był to już tysiąc, a 2003 cztery tysiące. Wszystkie przeszły w mediach praktycznie bez echa. Jeśli jednak pojawiały się jakieś relacje były one raczej zaskakujące dla samych uczestników przemarszu. Podczas gdy na ulicy szli w tysięcznym tłumie zwykłych ludzi, z których może kilka czy kilkanaście było dziwnie przebranych to w krótkiej relacji telewizyjnej mogli obejrzeć wszystkich poprzebieranych uczestników i ani jednego z pośród “szarej” większości. Takie przedstawianie Parady z pewnością przyczyniło się do pogłębienia wśród społeczeństwa widzenia jej jako pochodu dziwolągów, ludzi których nigdy nie spotka się przypadkiem na ulicy. Co gorsza popularne jest ilustrowanie tekstów o homoseksualizmie zdjęciami z zachodnich parad muzyki techno. Zjawisko to było szczególnie nasilone przed planowaną paradą w roku 2004, gdy stała się ona niespodziewanie sprawą szeroko omawianą w mediach, a większość redakcji nie dysponowała zdjęciami z jej poprzednich edycji. Zdarzały się nawet fotografie pochodzące z karnawału w Rio.
Pisząc te słowa nie chcę zarzucać gazetom celowego działania na szkodę homoseksualistów czy jakkolwiek rozumianej “homofobii”. Ilustracja do materiału powinny jak najsilniej wzbudzać skojarzenie z jego tematyką, zawierać symbole które podpowiedzą ją czytelnikowi. Obraz homoseksualisty funkcjonujący w społeczeństwie nie jest winą mediów, trzeba jednak odnotować, że poprzez dobór ilustracji silnie go podtrzymują.
Sprawa Parady “wybuchła” w 2004 roku co niektórzy wiążą z toczącą się w tym czasie kampanią przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Nagłośniła ją Liga Polskich Rodzin, która później wraz z Młodzieżą Wszechpolską zgłosiła kontrmanifestacje o trasach kolidujących z trasą Parady, co posłużyło za pretekst do jej zakazania.
Zamiast przemarszu odbył się wiec. Wzięło w nim udział około 2 000 osób, a jego uczestnicy w większości byli ubrani na czarno w proteście przeciwko zakazowi. Wiec również stał się w dużym stopniu narzędziem kampanii przedwyborczej, ale tym razem partii lewicowych, których przedstawiciele zjawili się tłumnie. Uczestnicy znów mogli poczuć się zaskoczeni relacjami telewizyjnymi, bo na przykład telewizja publiczna zaprezentowała głównie wypowiedź Jerzego Urbana, który oświadczył, że przybył solidaryzować się w walce z “Kaczyńskimi i klerem”, opinie organizatorów nie zostały przedstawione. Warto dodać, że Jerzy Urban nie otrzymał od nich żadnego specjalnego zaproszenia i dla większości uczestników wmieszany w tłum był zupełnie niezauważalny. Wykryła go i wyeksponowała dopiero ekipa TVP, co mi osobiście trudno jest wytłumaczyć.
Skoro w poprzednich latach manifestacje przebiegały spokojnie, a większość Warszawiaków nawet nie zdawała sobie sprawy z ich istnienia skąd w ogóle pomysł, że teraz miały by się podczas nich dziać rzeczy nieobyczajne? Myślę, że przyczyną jest nieuzasadnione traktowanie orientacji seksualnej jako rodzaju techniki seksualnej, czyli czegoś co może manifestować się wyłącznie poprzez stosunek. Nie ma powodu żeby utożsamiać orientację seksualną wyłącznie ze sferą seksu, a właśnie takie myślenie powoduje przekonanie u części opinii publicznej, że każde wydarzenie związane z mniejszościami seksualnymi musi jednocześnie wiązać się zachowaniami natury seksualnej. Homoseksualistów cechują różnice w stosunku do większości społeczeństwa również w sferze, która jest uznawana za publiczną. Chociażby stałe związki. Nikt chyba nie będzie twierdzić, że heteroseksualiści ukrywają się ze swoimi małżeństwami. Czy sama miłość, która od wieków jest najpopularniejszym tematem literackim. No i strach. “Ukrywanie homoseksualizmu pociąga za sobą strach przed ujawnieniem oraz przewidywanie sankcji, jakie wówczas zastosuje najbliższe otoczenie i społeczeństwo. Oba te uczucia są szkodliwe z punktu widzenia osobistego oraz społecznego i przysparzają homoseksualistom wielu problemów psychologicznych” - pisze profesor Boczkowski. Można więc domyślać się dwóch funkcji jakie spełniają Parady. Po pierwsze homoseksualiści chcą promować tolerancje w społeczeństwie, którego się boją. Po drugie tworzone jest poczucie wspólnoty, które zawsze spełnia ważną rolę we wszystkich społecznościach żyjących w strachu.
Z pierwszym z wymienionych punktów wiąże się kolejne nieporozumienie. Podczas gdy organizatorzy Parady uważają, że promują tolerancję względem homoseksualistów, jej przeciwnicy sądzą, że promowany jest sam homoseksualizm. Trudno mi zrozumieć skąd się to bierze. Chyba każdy heteroseksualny mężczyzna na stwierdzenie, że z powodu jakiejś promocji miałby stracić zainteresowanie kobietami i przerzucić je na przedstawicieli własnej płci, może zareagować wyłącznie śmiechem.
Nie jest do końca prawdą jakobyśmy byli osamotnieni “w cywilizowanym świecie” z negatywnym podejściem do parad gejów, choć takie wrażenie próbuje się w Polsce stwarzać. Chyba wszyscy jeszcze pamiętają jakie kontrowersje przyniosła ostatnia World Pride (główna, międzynarodowa wersja Parady), która odbywała się w 2000 roku w Rzymie. Jej kolejna edycja, która ma odbyć się w tym roku w Jerozolimie została już oprotestowana przez część przedstawicieli trzech wielkich religii. Jak podaje “The Jerusalem Post” burmistrz Jerozolimy Uri Lupolianski określił ją jako “szkaradną, obraźliwą, agresywną i prowokacyjną”. Przyznał, że zakazał by jej gdyby miał taką możliwość. Jednocześnie stanowczo zaprzeczył jakoby podejmował w tym kierunku jakiekolwiek działania. Co ciekawe jerozolimską Paradę oficjalnie poparły trzy główne nieortodoksyjne nurty judaistyczne. Główna różnica leży chyba właśnie w tym, że w Jerozolimie nawet jeśli manifestacja nie podoba się władzom miasta prawo do niej uznawane jest za niezbywalne. W Warszawie tak manipuluje się przepisami aby reprezentowane były poglądy jej prezydenta. Nie chciałbym żeby określał on za mnie czym jest moralność. Nawet moralność publiczna. “jestem już dużą dziewczynką i od dawna dbam o siebie sama” - skomentowała tę sytuację w wywiadzie dla “Gazety” Stefania Grodzieńska.
Ludwik Trammer, 8 czerwca 2005
POST SCRIPTUM: PO PARADZIE
(13 czerwca 2005)
Parada Równości odbyła się mimo zakazu gromadząc około 3 000 osób. Przebiegała w atmosferze radosnego pikniku. “Już dawno Warszawa nie widziała tak dużej, spontanicznej i pokojowej nielegalnej demonstracji” - ogłasza na pierwszej stronie “Gazeta Stołeczna”. Demonstrujący przyszli w pełni ubrani, mało kto trzymał się za rękę, o pocałunkach czy bardziej wyrazistych demonstracjach swojej seksualności nie wspominając. Zresztą można podejrzewać, że przeważająca większość z uczestników była orientacji heteroseksualnej. Po decyzji prezydenta Kaczyńskiego Parada przestała być odbierana jako zwykła manifestacja w obronie osób homoseksualnych. Wielu z uczestników przybyło aby bronić naruszonego ich zdaniem prawa do wolności słowa i zgromadzeń. Wśród tłumu łatwo było wypatrzeć znanych polityków, dziennikarzy czy aktorów. Pochód otwierali wicepremier Izabela Jaruga-Nowacka (“Nie może być tak, że prezydent europejskiego miasta bawi się w moralizowanie. Gdyby nie jego zakaz, nie było by tu tylu ludzi”), senatorem Kutz (“Nie jestem tu, by popierać homoseksualistów, ale jeśli łamane jest prawo do wolności to mamy prawo wyjść na ulice i go bronić”), profesor Osiatyńskim (“Kiedy pracowałem nad konstytucją, nie sądziłem, że będzie miała tylu obrońców”), szefowa niemieckich Zielonych Claudia Roth (“To historyczny dzień dla Polski i Europy. Wygrała demokracja, brawo Warszawo!”) i szef zielonych w Bundestagu Volker Beck (“Tu już nie chodzi o prawa gejów, ale o prawa człowieka, które leżą u podstaw demokracji”). W tłumie pojawili się również między innymi wicemarszałek Tomasz Nałęcz i senator Maria Szyszkowska oraz znani dziennikarze – Jacek Żakowski z “Polityki”, Piotr Najsztub z “Przekroju” i Piotr Pacewicz z “Gazety Wyborczej”, który dzień przed Paradą pisał na łamach swojego dziennika “powinniśmy pokazać, że nie ma zgody na zawieszanie demokracji na kołku”. Również przekrój wiekowy był zaskakująco zróżnicowany. Obok ludzi młodych szły osoby starsze, nawet emeryci. “Widziałam małą zgarbioną staruszkę, która niemal uginała się pod ciężarem wielkiego transparentu 'Kaczki na wieś. Lesbijki na Wiejską'. Gdy zobaczyła, że się jej przyglądam puściła do mnie oko” - relacjonuje uczennica z I SLO. Taki obrazek, podobnie jak pary z małymi dziećmi nie był tam niczym nadzwyczajnym.
Paradoksalnie jest to skutek decyzji prezydenta Kaczyńskiego, który zakazując demonstracji zyskał dla niej sympatię dużej części warszawskich elit oraz zwykłych mieszkańców. Niedostrzegana wcześniej Parada trafiła na pierwsze strony gazet, a co istotniejsze wewnątrz nich znalazło się miejsce na bardziej pogłębione teksty dotyczące ogólnie problemu homoseksualizmu i jego dyskryminacji. “Chciałbym przyznać Kaczyńskiemu tęczowy laur za skuteczne wprowadzenie homoseksualizmu na pierwsze strony gazet i ściągnięcie tłumów na Paradę” - komentuje dla “Gazety” Kuba Nowak, gej uczestniczący w przemarszu.
Nie powinno to dziwić. Większość przełomów w historii ruchu gejowskiego zaczynało się właśnie od decyzji władz, które uznano za godzące w prawa osób homoseksualnych. Za początek współczesnego ruchu uważa się rok 1969 gdy nowojorska policja urządziła brutalny nalot na gejowski bar Stonewall przy Christoper Street. Niezadowoleni goście odpowiedzieli puszkami i kamieniami. Walki uliczne trwały wiele godzin. To doświadczenie po raz pierwszy wytworzyło w środowisku gejów poczucie mocy. Rok później odbyła się pierwsza Parada w ramach obchodów święta nazwanego Christopher Street Day. Podobnie w uznawanej dziś za stolicę tolerancji Holandii. Momentem przełomowym okazał się rok 1970 gdy delegacja gejów próbująca złożyć wieniec pod pomnikiem ofiar nazizmu została aresztowana za “zakłócenie porządku publicznego”, a wieniec skonfiskowany. Spowodowało to protesty wielu środowisk i doprowadziło do powolnych przemian w świadomości społecznej.
Zaskakiwać może postawa policji, która chroniła uczestników demonstracji w podobnym stopniu jak robi to z zupełnie legalnymi zgromadzeniami. Na pewno zaskoczony jest Lech Kaczyński, który podejrzewa, że taka decyzja wyszła z ministerstwa spraw wewnętrznych (policja zaprzecza). “Gejów chronią, a przeciwników pałują i taranują” - komentował dla “Rzeczpospolitej” rzecznik Młodzieży Wszechpolskiej Krzysztof Bosak.
Taka opinia jest krzywdząca. W rzeczywistości policja starała się powstrzymać osoby agresywne, dążące do bójek. Trudno winić ją za to, że występowały one tylko po stronie kontrmanifestacji, w postaci młodych osób przypominających skinów zaopatrzonych w jajka, kamienie i potężne metalowe śruby. Brak reakcji policji oznaczał by przyzwolenie na bójki w środku miasta, a w praktyce na dokonanie samosądu na nieuzbrojonych uczestnikach Parady. Mam nadzieję, że nie to miał na myśli prezydent miasta protestujący przeciwko ochronie nielegalnej demonstracji.
Pokojowo nastawieni przeciwnicy Parady nie byli w żaden sposób nękani. Szli z transparentami obok, chwilami wmieszując się w tłum, nie atakowani ani przez policję ani przez uczestników Parady. Bronią tych ostatnich było wyłącznie słowo. W najbardziej gorącym momencie atakującą Młodzież Wszechpolską wypłoszyły słowa działacza gejowskiego Szymona Niemca o tym, że spełniło się jego marzenie i “Młodzież Wszechpolska idzie na czele Parady Równości”. Uczestnicy Parady wyrazili również pełne poparcie dla “manifestacji przeciw pedofilii” zaplanowanej w opozycji do przemarszu gejów. Gdy 3 000 osób podchwyciło krzyczane w ich kierunku hasło “precz z pedofilią” uczestnicy “kontrmanifestacji” zamilkli nie wiedząc co zrobić.
Jak przedstawia się wstępny bilans po opadnięciu kurzu bitewnego? Geje zyskali, bo zwrócili uwagę opinii publicznej na swoje problemy. Lech Kaczyński zyskał, bo jako kandydat na prezydenta potwierdził swoją opinię twardego polityka przywiązanego do tradycyjnych wartości (chociaż duży elektorat negatywny może zemścić się w drugiej turze wyborów), pseudokibice zyskali, bo otrzymali kolejną okazję do bijatyki z policją, Młodzież Wszechpolska zyskała przedstawiając się jako główna siła przeciwstawiająca się groźnym “pedałom”. Tylko czy zyskała demokracja w której zabroniono pokojowej manifestacji, a część obywateli poczuła się zmuszana do nieposłuszeństwa obywatelskiego? Można mieć chociaż nadzieję, że zainteresowanie w ten sposób społeczeństwa sprawami Państwa i demokracji będzie jednym z czynników, który przyczyni się w przyszłości do powstania w Polsce społeczeństwa obywatelskiego.