Ta historia została spisana w okolicach roku 2003 przez Vieffioorkę/Regiskę/Ariel. Po kilku latach niemal zaginęła, ale w roku 2012 została odratowana przeze mnie z czeluści Internetu. Nie mam kontaktu do autorki, ale jeśli na to natrafi to proszę o sygnał.
Kiedy Harry miał kilkanascie miesięcy, jego rodzice zginęli zamordowani przez złego czarnoksiężnika Voldemorta. Voldemort chciał zabić również dziecko, jednakże z nikomu nieznanego powodu - nie mógł. Więcej nawet: znikł, co inni czarodzieje swiętowali wiele dni. Harry zamieszkał tymczasem u swoich krewnych, ludzi panicznie bojacych się magii. Ukrywali oni przed chłopcem jego pochodzenie, pomiatali nim niczym zła macocha Kopciuszkiem. Samotny chłopiec dorastał w obcym mu domu, nierozumiany przez nikogo. Jednak pewnego dnia, przypadkowo będacego jego urodzinami, dostał od dziwnego człowieka list. List zapraszajacy go do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, który odmienił całe jego życie. W nowej szkole Harry zyskał przyjaciół, był sławny. Jednak, jak się okazało, Voldemort wcale nie zginał; jedynie stracił swa moc a teraz próbował ja odzyskać... I tylko Harry mógł mu w tym przeszkodzić.
Brzmi jak bajka dla dzieci? I jest bajka. Ale jednoczesnie bestsellerem, czytanym przez ludzi w każdym wieku i w każdym zakatku kuli ziemskiej.
Harry Potter został przetłumaczony na 47 języków i wydany w kilkudziesięciu krajach - pozwala to sadzić, że nie ma człowieka, który by nie słyszał o tym chłopcu. Na swiecie panuje zjawisko zwane potteromania - setki tysięcy dzieci zwariowało na punkcie przygód szczupłego chłopca z blizna w kształcie błyskawicy. Ksiażki o nim można dostać w każdej księgarni, nakręcono już ekranizacje dwóch pierwszych tomów Wydano też specjalna edycję Harry'ego dla dorosłych, różniaca się jedynie szata graficzna.
Ci, którzy zetknęli się z życiem Joanne Kathleen Rowling, uważaja, iż jest ona daleko bardziej interesujaca postacia niż stworzony przez nia Harry.
Autorka najsławniejszej współczesnej powiesci dla młodzieży przyszła na swiat 31 lipca 1965 r. w Bristolu. Dwa lata pózniej urodziła się jej siostra. Di.
Dla J.K. książki zawsze były ważne. Gdy miała pięć albo szesć lat napisała opowiadanie o króliku o imieniu Królik. Pamięta, jak jej ojciec czytywał jej "The Wind in the Willows" gdy chorowała na odrę. Uwielbiała ksiażki Edith Nesbit, C.S. Lewisa, jednak jej ulubieńcem był The Little White Horse Elizabeth Goudge. W dzieciństwie dwukrotnie się przeprowadzała; z Bristolu do Winterbourne, oraz do Tutshill blisko Chepstow. W Winterbourne Joanne przyjazniła się z sasiadami, dziećmi noszacymi nazwisko Potter. Uczyła się w staroswieckiej szkole o surowych zasadach; jej nauczyciele byli bardzo wymagajacy. Przerwy na drugie sniadanie spędzała najczęsciej czytajac, badz opowiadajac historie o dzielnych i prawych bohaterach. Jej ulubionym przedmiotem był angielski. Liceum ukończyła jako najlepsza uczennica i rozpoczęła studiowanie na Uniwersytecie Exeter, gdzie uczyła się języka francuskiego. Chcac go podszlifować, wybrała się na rok do Paryża. Po studiach rozpoczęła pracę w Londynie w Amnesty International jako dwujęzyczna sekretarka. Praca w biurze miała dla niej wielka zaletę: kiedy nikt nie patrzył, mogła pisać na maszynie swoje opowiadania.
Latem 1990 r. jechała pociagiem z Manchesteru do Londynu i wówczas przyszedł jej do głowy pomysł na ksiażkę o chłopcu, który jest obdarzony magicznymi zdolnosciami, ale nic o tym nie wie. Od poczatku planowała, że cykl będzie składał się z siedmiu tomów. Było to dosć zaskakujace, gdyż do tej pory nie opublikowała niczego.
W 1992 r. przeniosła się do Portugalii, gdzie nauczała angielskiego. Pracowała popołudniami i wieczorami, a ranki zostawiała wolne na pisanie. Poslubiła portugalskiego dziennikarza, ale małżeństwo nie należało do udanych i zakończyło się rozwodem zaraz po narodzinach córeczki, Jessiki. Rowling wróciła do Anglii z Jessica i z walizka pełna zapisek o Harrym Potterze. Osiadła w Edynburgu i, zamiast szukać nowej pracy (bardzo jej potrzebnej; nie miała pieniędzy nawet na wiatło), kończyła ksiażkę. Kiedy jej malutka córka spała, Joanne wymykała się do pobliskiej kawiarni i wykańczała pierwszy tom historii. Maszynopis wysłała do wielu wydawców, jednakże wszystkie odrzucały ksiażkę, uważajac, że fabuła jest zbyt skomplikowana dla dzieci. Rowling zdecydowała się na zatrudnienie agenta. Wybrała Christophera Little'a, ponieważ spodobało jej się jego nazwisko, ten zas zdołał sprzedać manuskrypt wydawnictwu Bloomsbury Children's Books.
Rowling pracowała jako francuska nauczycielka, kiedy dowiedziała się, że jej ksiażka dostała zgodę na publikację. Harry Potter i kamień filozoficzny ukazał się w czerwcu 1997 r. i osiagnał prawie natychmiastowy sukces. Dzieci pochłaniały powiesć zachwycone i natychmiast polecały innym. Autorka wygrała nagrodę Smarties Book Prize Gold Medal w kategorii dzieci 9-11 i została nazwana "Najlepszym brytyjskim autorem ksiażek dla dzieci roku". Za około 100 tys. dolarów amerykańskie wydawnictwo kupiło prawa do wydania ksiażki na terenie USA, co dla debiutantki było wielkim sukcesem. J.K. Rowling dostała również inne nagrody i odznaczenia.
W końcu zrezygnowała z posady nauczycielki i całkowicie poswięciła się pisaniu kolejnych tomów. Do tej pory ukazało się ich łacznie cztery, piaty w przygotowaniu.
Rok temu J.K. Rowling ponownie wyszła za maż, za Neila Murraya, a 23 marca 2003 r. urodziła synka, Davida.
Obecnie uważana jest za jedna z najbogatszych kobiet w Wielkiej Brytanii.
W Polsce Harry Potter nie cieszył się z poczatku sukcesem. Pierwszy tom ukazał się dopiero w 2000 roku, wiosna, nakładem niezbyt popularnego wówczas wydawnictwa Media Rodzina - włascicielowi wydawnictwa, Robertowi Gamble'owi, wydanie ksiażki doradził jego mieszkajacy w Wielkiej Brytanii brat. Ksiażka pojawiła się w księgarniach, eksponowano ja w witrynach…
Zainteresowanie "Harrym" rozkwitło jednak dopiero w lipcu, kiedy poprzez media zaczęły docierać do kraju informacje o niezwykłej popularnosci, jaka cieszyło się wydanie w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych czwartego tomu cyklu. To, oraz wiesci o powstawaniu filmu opartego na przygodach Harry'ego, w znacznej mierze przyczyniło się do wzrostu zaciekawienia ksiażka. W pazdzierniku tego samego roku ukazał się Harry Potter i Komnata Tajemnic - wtedy o Harrym zaczynało być głosno. W poczatkach stycznia Media Rodzina wydała cienka książeczkę Jak powstał Harry Potter? Wywiad z J.K. Rowling, a 31 stycznia ukazał się wyczekiwany Harry Potter i Więzień Azkabanu. Na zorganizowanym przez Tytusa Hołdysa Zlocie Magicznych Ludzi, który odbył się cztery dni po premierze trzeciej częsci, zjawiło się około 2000 fanów z całej Polski. Harry Potter zaczynał być ksiażka kultowa i wielu nastolatków wiedziało, że nie wypada go nie znać. Przed polska premiera Czary Ognia, zaplanowana na noc z 28 na 29 wrzesnia 2001 r. potteromania osiagnęła szczyt. W sklepach zaczęły powoli pojawiać się gadżety, w styczniu na ekrany weszła ekranizacja pierwszej częsci. Pomimo to rok 2002 można okreslić jako niewiele wnoszacy w potteromanię: piaty tom do tej pory się nie ukazał, film został obejrzany i skomentowany, gadżety kupione lub nie… Zainteresowanie Harrym zaczęło spadać i nie pomogła mu nawet polska premiera filmowej Komnaty Tajemnic. Na szczęscie dla fanów, w roku 2003 ukaże się w Anglii wyczekiwany od trzech lat piaty tom, Harry Potter and the Order of Phoenix i potteromania ma szansę znowu rozkwitnać.
Jednakże większosci miłosników przygód młodego czarodzieja historia rozwoju potteromanii w Polsce nie interesuje. Znacznie większe znaczenie ma dla nich to, jak one zetknęły się z ta ksiażka i co im to dało.
Dla wielu dzieci, które sięgnęły po przygody o młodym czarodzieju, była to niezwykła przygoda. Nagle znalazły się w swiecie czarów, urokliwym, pełnym humoru, przyjazni. Owszem, dla tych dzieci, które czytały przedtem Narnię, Alicję w Krainie Czarów, Ziemiomorze czy Władcę Pierscieni, rzeczywistosć Harry'ego nie był niczym niezwykłym: z czarami i niezwykłymi stworzeniami spotkały się już wczesniej, niekiedy przedstawionymi w o wiele bardziej wyrazisty sposób. Jednak w Harrym niezwykłe jest to, że swiat czarodziejów jest częscia swiata znanego czytelnikom na co dzień. Trudno jest znalezć szafę, która okaże się przejsciem do Narnii - jest powiedziane w ksiażce, że Drzwi do Narnii zostało bardzo niewiele - natomiast o wiele przyjemniej wyobrazić sobie, że parę procent ludzkosci jest czarodziejami, że istnieja rozsiane po swiecie szkoły magii, że przelatujaca nad głowa sowa roznosi listy i że, być może, jeden z tych listów jest z Hogwartu... Harry Potter przemawia do dzieci swoja prostota a zarazem niezwykła barwnoscia, pozwalajacymi bez problemu wyobrazić sobie opisane sceny oraz wymyslić nowe sytuacje.
Rozwój potteromanii najbardziej widoczny jest w Internecie: powstaja strony, fora, fankluby, czaty, galerie - wszystko dostępne z najodleglejszego zakatka kuli ziemskiej. Wyszukiwarka Google znajduje w ułamku sekundy około 2 650 000 stron zwiazanych z Harrym; Lycos aż 8 328 575.
To przez Internet najłatwiej dowiedzieć się o kolejnych wiesciach z planu filmowego, poznać kogos o podobnych zainteresowaniach i porozmawiać z nim o nich.
"W twojej miejscowosci jest dużo fanów Pottera?", pytam Gabrysię, dwunastolatkę mieszkajaca w niewielkim miasteczku. Odpowiada: "Może. Nie wiem, nikt nie chodzi z ksiażka po ulicy. Trzeba by każdego po kolei zaczepiać… Wszystkich poznałam przez Internet".
Podczas zbierania materiałów do tej pracy, wielokrotnie spotykałam ludzi, w wieku od dziesięciu do dwudziestu lat, którzy czuli się samotni i mieli wrażenie, że przeczytanie Harry'ego w jakis sposób wzbogaciło ich życie - choćby o kilka miłych chwil podczas lektury. Sa też osoby, które dzięki temu, że czytały Pottera, nawiazały kontakt z innymi czytelnikami a niekiedy, w konsekwencji, przyjazń z nimi. Dla częsci z nich to po prostu kolejni znajomi, dla częsci - najbliżsi, lub też jedyni.
Jedna z warszawskich potteromaniaczek, Marta Mieszczanek, pożyczyła mi na czas pisania pracy zeszyt, który założyła w kwietniu 2001 r. Na pierwszej stronie widnieje napis "Martha The Grey. Kronika Potterki Zaplatanej W Największy Gang Pottera w Polsce". Zeszyt zawiera liczne wycinki prasowe, zdjęcia i odręcznie zanotowane komentarze - wszystko opatrzone datami, niekiedy też rysunkami Marty. Pierwsze osiemnascie stron to dosć bezosobowe zapiski obejmujace okres od kwietnia do lipca 2001 r - komentarze odnosnie oskarżenia J.K. Rowling o plagiat, starań Warner Bros. o zamknięcie internetowych stron majacych słowa "Harry Potter" w adresie, pierwsze zdjęcia z filmu i kilka artykułów. Potem Marta na dłuższy czas porzuciła zeszyt i w końcu, jak pisze 5 listopada 2001 roku, "po długiej nieobecnosci triumfalnie wróciła do pracy z masa informacji i to jakich!". Owszem, informacji jest wiele, w swiecie Harry'ego działo się wówczas dużo - najwięcej jednak wydarzyło się w życiu autorki Kroniki Potterki, poznała bowiem wielu fanów ksiażek J.K. Rowling i zaprzyjazniła się z nimi, przy okazji "wplatujac się w największy gang Pottera w Polsce". Marta opisuje teraz jednoczesnie swiat HP i swój własny, a jej wspomnienia dotycza wielu ważnych w polskiej potteromanii wydarzeń.
Zapał straciła w styczniu 2002 r., jednak opisała także majowe Targi Ksiażki. Ostatni wpis pochodzi z 30 pazdziernika 2002 r. i dotyczy smierci Richarda Harrisa, odtwórcy roli Dumbledore'a w pierwszych dwóch filmach o Harrym Potterze. Wtedy jednak prowadziła już inny zeszyt; album ze zdjęciami swoich przyjaciół - owego "gangu", którego warszawska częsć wciaż spotyka się co sobotę w Centrum. Niemal nikogo z osób występujacych na tych zdjęciach nie poznałaby, gdyby nie Tytus Hołdys i jego strona…
"Któregos dnia wszedłem do księgarni", opowiadał rok temu Tytus Hołdys, syn byłego lidera Perfectu, dla pewnego młodzieżowego czasopisma. "Właśnie przywiezli ksiażkę, Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Kupiłem ja. Ja, który nie czytam prawie niczego więcej poza szkolnymi lekturami! Dzisiaj smieję się, że tak własnie miało być: ten dzień, ta chwila, ta ksiażka". Tytus wówczas Kamienia nie przeczytał: po powrocie do domu zasiadł do komputera. Ale już niebawem… "Wziałem ja ze soba w podróż po Ameryce, gdzie mój tata miał akurat koncerty", kontynuuje chłopak. "Trochę z nudów, zaczałem ja przegladać. Pierwszy rozdział - taki sobie, drugi - cos się dzieje, trzeci - oj, już mi się podoba, czwarty - kompletnie zwariowałem! Dokończyłem ja jednym tchem! To była bomba! Ksiażka, jakiej jeszcze nie spotkałem!". Mniej więcej wtedy Tytus nauczył się, jak robić strony internetowe i postanowił założyć własna. Poczatkowo miała być o pewnym sportowcu, ale kiedy na próbę wrzucił jego nazwisko do wyszukiwarki, ilosć wyswietlonych linków do stron zagranicznych i polskich przyprawiła go o zawrót głowy. Zdał sobie sprawę, że tworzenie kolejnej strony o tej postaci nie ma większego sensu - i założył inna, powstała 31 lipca 2000 - nomen omen, jest to data urodzin J.K. Rowling i Harry'ego. Adres strony Tytusa, harrypotter.republika.pl, znaja teraz niemal wszyscy potteromaniacy - jednakże przez pierwsze parę dni licznik zarejestrował tylko odwiedziny jej twórcy. Pierwsza wizyta kogos z zewnatrz była dla Tytusa wielkim swiętem - tak samo jak 50, 100, 200, 500, 1000 i kolejne. Przez wiele miesięcy oprócz harrypotter.republika.pl w Polsce nie istniała żadna strona poswięcona Harry'emu, ta jedna zas kwitła i zbierała sobie coraz liczniejsze grono fanów oraz wrogów. Tytus zawsze był jej jedynym autorem, najwyżej korzystał czasami z pomocy tzw. Mysiej Policji, wyszukujacej mu ciekawostki. Dzięki temu strona nosiła piętno osobowosci Tytusa, który nigdy nie krył się ze swymi pogladami, używał charakterystycznego słownictwa (słynne "AAAAAAAAAA!", powtarzajace się mniej więcej w co drugim newsie) i zawsze, ale to zawsze dbał o prawa autorskie - nie publikował czegos bez zgody autora, upominał wszystkich, że należy zapytać, podawał imię i adres e-mailowy. Było to dla niego o tyle ciężkie, że niemal wszyscy wokół niego te prawa łamali. Informacje i zdjęcia, które pojawiły się na jego stronie, były następnego dnia wszędzie, pierwsze polskie strony poswięcone Potterowi miały podobne, czarne tło w gwiazdki i żółte literki - także ich konstrukcja bywała często identyczna. Możliwe, że niekiedy autorzy tego nie chcieli i nawiazywali do strony Tytusa nieswiadomie, ale bardzo trudno było wyzwolić się spod wpływu harrypotter.republika.pl.
Często zarzucano Tytusowi, że nie pisze o wszystkich ważnych wydarzeniach (chłopak prowadził wyrazna selekcję informacji - nie wszystko było dla niego warte opisania, czasami miał nastroje na nie pisanie, innym razem popadał w manię i spędzał godziny nad witryna), że publikuje na stronie newsy o Piotrku Lato albo Tolkienie, że ma zbyt barwną grafikę - atakowano go dosłownie za wszystko. Póki kończyło się na obgadywaniu na forach i słaniu e-maili z uwagami krytycznymi, można było to zrozumieć, jednakże kiedy do sklepu ojca chłopaka zaczęły przychodzić anonimowe listy z pogróżkami, stało się to niepokojace. Nałogowo wręcz próbowano się włamać na jego stronę, skasować pliki, przestawić licznik; zarzucano Tytusowi, że jego ojciec zapłacił zawodowym grafikom za zaprojektowanie strony… Majac czternascie lat, Tytus wiedział o ciemnych stronach popularnosci więcej niż jego rówiesnicy.
Po częsci dzięki własnym zdolnosciom, po częsci dzięki znanemu nazwisku, Tytus bywał na licznych konferencjach, premierach, zdołał też zorganizować wspominany już Zlot Magicznych Ludzi. Dnia 3 lutego 2001 r., do warszawskiego klubu "Stodoła" przybyło ponad dwa tysiace potteromaniaków, w większosci poprzebieranych w różne niezwykłe stroje. Ci, którzy kupili już Więznia Azkabanu, rozmawiali o nim, inni mogli Więznia kupić przy specjalnym stoisku. Były fasolki Bertiego Bootsa, konkursy z ufundowanymi przez rozmaite firmy nagrodami; sciany udekorowano nadesłanymi na ogłoszony parę tygodni wczesniej w Wysokich Obcasach konkurs plakatami do pierwszej częsci filmu. Zabawa była znakomita, jednak Tytus nie wspomina tego wydarzenia dobrze - w pewnym momencie kilku ludzi wskoczyło na stół, który zawalił się pod nimi i przygniótł jednego z uczestników, zdzierajac mu skórę z czoła. Wygladało to bardzo poważnie - pózniej prasa, zwłaszcza Super Express, szeroko komentowały to wydarzenie a ktos wręcz zarzucił Tytusowi zabójstwo - jednak poszkodowany chłopiec wyszedł z tego cało i podobno nie ma do nikogo żalu.
W międzyczasie Tytus wraz ze swoim najbliższym - i bardzo tajemniczym - współpracownikiem, znanym wszystkim tylko jako Jackson F. Ghost, założyli na czat.onet.pl pokój Harry Potter. Wkrótce zebrała się tam całkiem liczna grupka fanów ksiażek Rowling, tworzac specyficzna minispołecznosć, zadziwiajaca swoja spójnoscia nawet czatowników z sasiednich pokojów. Pokój poswięcony Potterowi odwiedzało swego czasu wiele znanych, ukrytych pod pseudonimami osób, toteż stali bywalcy starali się, by na czacie panował ład. Zasady, które powstały głównie dzięki Jacksonowi, były surowe, ale zapewniały porzadek: pokój był dostępny tylko dla zarejestrowanych użytkowników, nie wolno było przeklinać, reklamować innych stron, obrażać, mówić o seksie, pisać samymi dużymi literami (w Internecie jest to uważane za krzyk; poza tym utrudnia bardzo rozmowę na czatach), i w jakis inny sposób zakłócać innym spokój. Szybko wykształciła się dosć elitarna grupa wybieranych przez Jacksona i Tytusa operatorów (osób, które miały pilnować porzadku i ewentualnie wyrzucać najbardziej przeszkadzajacych) i pokój funkcjonował całkiem niezle, zwłaszcza wiosna i latem 2001 roku. Rozmowy nie zawsze dotyczyły Harry'ego - w zasadzie na ogół go nie dotyczyły, natomiast nawiazywało do niego słownictwo: na przykład, e-maile zwano "sowami", nawiazujac do potterowych sów, roznoszacych pocztę. Mówiło się o szkole, rodzinie, czacie, filmach, ksiażkach, muzyce, żartowało. Często także zwierzało ze swoich problemów, nieobcych większosci czatownikom i pewnej częsci wszystkich potteromaniaków. Wielu czatowników, zwłaszcza tych dawniejszych, mówi o Jacksonie Ghost jako o osobie, z która można było porozmawiać na te tematy; wysłuchiwał ich, czasami cos doradzał albo wyjasniał. "Dzieciaki, które zaczytuja się w Harrym Potterze, sa smutne i pogubione. Często nie najlepiej idzie im w szkole, a niektóre w domu maja kiepska sytuację. Na czatach czasem opowiadaja, jak musza holować pijana mamusię albo że ojciec demoluje dom", mówi Zbigniew Hołdys w Magazynie Rzeczypospolitej.
Wiele osób, które poznało się na tym czacie, utrzymuje ze soba kontakt do tej pory, odwiedza w swoich miastach, koresponduje, dzwoni. Łatwo do nich dotrzeć - niemal każdy ma zapisane w notesie adresy i telefony do przynajmniej jednego znajomego z czata, zas ze słyszenia znaja się prawie wszyscy.
28 wrzesnia miał ukazać się czwarty tom, tydzień wczesniej zas odbywały się 12. Krajowe Targi Ksiażki w Warszawie. Z tej okazji Tytus dostał osobne stoisko, bardzo duże, sasiadujące z Media Rodzina. Nazywało się Swiat Magicznych Ludzi i chłopak planował, że zaprezentuje na nim m.in. różne gadżety, których w Polsce wówczas jeszcze nie było; miał je dostać od Warner Bros. Na dwa dni przed Targami Tytus zamiescił na stronie następujacego newsa:
W dniu wczorajszym przedstawiciel firmy Warner Brothers, firma Plus Licens poinformowała nas, że nie udostępni nam nazw i adresów producentów zabawek i gadżetów z Potterem, które chcielismy pokazać ludziom na naszym własnym stoisku (...) Na tym stoisku chcielismy ZA DARMO zrobić wystawę potterowskich przedmiotów. Sadzilismy, że pomagamy Warnerowi i producentom.
"Żeby móc pokazywać 'pottery' trzeba wykupić licencję" - usłyszelismy w odpowiedzi. Z tych samych powodów Plus Licens odmówił nam wypożyczenia takich rzeczy, jak plakat filmowy i inne produkty, które posiada w swoich magazymach. I oczywiscie odmówiono dania kilku drobiazgów na nagrody i prezenty dla Domów Dziecka. (...) Teraz Warszawa chodzi zdumiona i wszyscy kręca głowami z niedowierzaniem... Po tym, co za darmo robimy dla Harry'ego od ponad roku... (...)
Przyjaciół z całej Polski proszę o błyskawiczna pomoc !
Jesli macie cos potterowskiego - pożyczcie mi na Targi !!!
Zapłacę za przesyłkę "Servisco" i oddam niezniszczone !!!
Zabawki, "Magiczne Gazety" i "Proroki Codzienne", gadżety... (…)
okażmy mugolom kim sa !!! Czekam niecierpliwie !!!
Mamy tylko 2 dni !!! (…)
Z całej Polski nadpłynęły 'pottery'. Niektórzy własciciele przyjechali z nimi osobiscie, ci mieszkajacy dalej wysłali je poczta - kilka wielkich pudeł wypełnionych nieobecnymi w Polsce kubeczkami, pamiętnikami, zeszytami, długopisami i innymi drobiazgami. Nie zabrakło i cennych rzeczy - Tytus był w posiadaniu Kamienia Filozoficznego z autografem J.K. Rowling i umiescił go w gablocie. Onet S.A. zafundował stoisku kolejne nagrody do konkursów, w tym podkładki pod mysz i cenne, multimedialne programy komputerowe; tak samo Gazeta Wyborcza i inne firmy. Parę znanych osób, m.in. Ewa Bem, Urszula, Jurek Owsiak, Piotrek Lato i Papcio Chmiel gosciło w Swiecie Magicznych Ludzi i rozdawało autografy. Grała muzyka, organizowano konkursy, wręczano upominki, spragnieni goscie mogli napić się za darmo zimnej Coca Coli...
Wszyscy organizatorzy i wystawcy szeroko otwierali oczy, kiedy widzieli co się u nas dzieje. A przecież my tylko włączylismy "Shreka" oraz Linkin Park i kompletnie nic nie można było u nas kupić. (poza komiksem Papcia Chmiela ;) ). I tylko wystawilismy potterowskie gadżety i rysunki (w tym mój, przyznaję się:) Nic więcej. A według szefa Ars Polony bylismy najbardziej obleganym stoiskiem na targach :). My tylko podeszlismy do sprawy z dziecięcym entuzjazmem, bez zastrzeżeń, i z zachwytem. I co? i WIELKIE BUM. Rany... te dni zapamiętam do końca życia! :))))),wspomina Marta Mieszczanek na swojej stronie internetowej.
Ogółem, 22 i 23 wrzesnia przez stoisko przewinęło się kilkaset osób; z czego niektóre z nich zostały już w grupie, która własnie wówczas powstała - Tytus okreslił ja na swojej stronie "najsłynniejszym gangiem Pottera na swiecie". W jej składzie sa osoby znajace się wczesniej z czata, for poswięconych Harry'emu (np. Magda, Weranike, Ariel) oraz takie, które z internetem niewiele miały wtedy wspólnego. Do tych ostatnich należy Marta, która tak opisuje swoje pierwsze spotkanie z Tytusem:
Poszłam na nie [Targi Ksiażki, dop. aut.] pierwszego dnia, żeby uniknąć tłoku, a na tym mi zależało, bo chciałam sobie obejrzeć stoisko Magicznych Ludzi. I nic tam jeszcze nie stało, natomiast spotkałam tam Tytusa i jego tatę.
Co dziwne, to mama gadała z Tytusem, mnie lepiej rozmawiało się z jego Tata. Cóż, tak bywa. Pod koniec 20 minutowej rozmowy pan Zbyszek powiedział, że jesli nie będę miała w sobotę nic ciekawszego do roboty, to mogę przyjsć i pomóc. To oczywiste, poszłam. Zostałam do końca Targów.
(Powstały na Targach "gang" spotykał się pózniej jeszcze wiele razy i, w zmienionym składzie, istnieje do dzis jako grupa zaprzyjaznionych młodych ludzi w wieku od 13 do 18 lat. Niektórzy członkowie przestali przychodzić, inni zostali przyprowadzeni przez zachwyconych znajomych. Organizatorka spotkań jest Marta.)
Kolejnym po Targach wydarzeniem, znacznie bardziej nagłosnionym przez media, była nocna premiera Czary Ognia. Już w maju ustalono, że odbędzie się o północy, w godzinie duchów - autorem tego pomysłu był zreszta Tytus. Wybrane księgarnie miały z wybiciem północy otworzyć drzwi i sprzedawać czwarty tom. Naturalnie, dla niektórych czytelników było to duże utrudnienie, gdyż, mieszkajac poza miastem, nie mogły pojechać w nocy po ksiażkę, częsci nie pozwolili rodzice, jednak większosć zareagowała entuzjastycznie.
Na jednym z forów pojawił się następujacy post:
Czy sadzicie, że naprawdę tak dużo osób będzie chciało przyjsć o północy do np.: Empiku, żeby kupić ksiażkę? Wprawdzie ma być trochę bajerów, ale to trochę dziwne...Natychmiast pojawiło się dużo pozytywnych odpowiedzi:
Ja idę. Na 100 %. Mysle że przyjdzie dużo ludzi!odpisał jej pierwszy dyskutant. Inni mieli nieco więcej problemów:
Ja mam bardzo ostrych rodziców i mało brakowało,a bym nie mogła isć. Teraz już to przeforsowałam, ale (nie smiejcie się ze mnie) muszę isć z Mama(doszłam do wniosku, że lepiej z Mama niż wogóle)! Ludzie, ja mam już 15 lat!,pisze Gryffindor_Girl. Niektórzy wpadli na pomysł, żeby od razu zaprosić rodziców, zdarzyli się i tacy, którzy sami sa wielkimi fanami i to oni brali ze soba swoje pociechy. Zdarzały się i głosy sceptyczne:
A ja jestem paskudnie leniwa a przy tym do Warszawy mam godzinę drogi (w najbliższym miescie nie ma porzadnej księgarni), więc czwarty tom będę miała może następnego dnia - rodzice pracuja blisko Empiku. Poza tym myslę, że transmitowanie gali z okazji wydania w Polsce czwartego tomu to lekka przesada. Rozdanie nie wiem jakichs Oscarów, Noblów albo Fryderyków - rozumiem. Ale czemu robi się taka sensację z wydania ksiażki? I to już czwartej z serii? Czemu nie robiono takiej hecy z trzecim tomem?,pyta Minerva.
W zależnosci od pomysłów włascicieli księgarni, premiery różniły się między soba. "W Szczecinie premierę zorganizowało jakies pięć, szesć księgarni", opowiada Slafi, czatowniczka. Przyjechała własnie po raz kolejny do Warszawy spotkać się z przyjaciółmi poznanymi przez Internet. "Leżałam wówczas w szpitalu, ale już następnego dnia dostałam Czarę Ognia i dokładna relację, więc mogę powiedzieć, że było super. Straszne tłumy! Przebierańce, mrok, magiczne dekoracje. Super atmosfera, stylowo."
Premierę w Sieradzu relacjonuje na Strefie dorosły już fan, Asen:
Jak było? No... przepisowo odliczono sekundy do północy i wpuszczono tłum, tyle tylko, że księgarnia była za mała aby to wytrzymać, więc tłok był niemiłosierny, kolejki też, nie za bardzo dało się ustawić - w księgarni swieciły tylko swiece, więc z liczeniem pieniędzy przy kasie też był kłopot (...) Sprzedawczynie były poprzebierane, najlepsza fryzurę miała Pani Róża - naprawdę niesamowita (chyba spędziła u fryzjera cały wieczór). Inne atrakcje? Dorosłym rozdawano chyba na rozgrzewke cos mocniejszego, jakby piwo-miód ; może to miałobyć piwo kremowe, dla dzieci cukierki i ciastka oraz malowano podobizny-karykatury ołówkiem. Na koniec, kiedy się przeluzniło, sierotka (mój Filipek) wylosowała z paragonów zwycięzcę, który otrzymał domek HP, z tym, że zwycięzca akurat już poszedł - więc domek z paragonem czeka na niego w księgarni.
Niestety, z licznych relacji wynika, że najgorsze premiery zorganizował Empik:
Byłam w Empiku [w Łodzi, przyp. aut.], choć teraz żałuję, że nie wybrałam którejs z mniejszych księgarni. Ludzi było kilkanascie setek (nie przesadzam!) wszyscy się na siebie pchali i o mało co nie zostałam zmiażdżona! Ksiażkę kupiłam, ale zanim to się stało czekałam od jedenastej do wpół do pierwszej. Przez tę pierwszą godzinę nie działo się NIC. Punkt dwunasta otworzyły się podwoje Empiku i dzieciaki wdarły się do środka, taranujac po drodze trzech ochroniarzy. (…) Koniec końców znalazłam się wreszcie w srodku a tam - pełne rozczarowanie! Kompletnie żadnych magicznych spraw! (…) Tak więc wszystko co udało mi się w empiku zrobić ograniczyło się do głosnego; 'dwie w miękkiej proszę!',opisuje Gryffindor_Girl. Wtóruje jej warszawianka, Witch_Angie:
Czat na Onecie odwiedzam mniej więcej od miesiaca i poznała tam mnóstwo magicznych ludzi. Niestety na razie tylko po nicku. Jadac pod warszawski Empik miałam nadzieję choć częsć z nich poznać osobiscie, ale gdy tylko wysiadłam z tramwaju moje nadzieje prysły. Przed Empikiem były setki a może nawet tysiace ludzi. Tak więc stałam sobie cichutko, potulnie czekajac na rozwój sytuacji (i tak nic nie widziałam bo kombinacje "tatus i dziecko na baranach" skutecznie wszystko zasłaniały). A ponieważ pod Empikiem byłam już o 22.30 to wystałam się trochę. Około wpól do 12.00 podjechał Błędny Rycerz i moje serce zabiło gwałtowniej... ale tylko przez chwilę, bo już po kilku sekundach jego załoga zniknęła w czelusciach Empiku. W końcu nadeszła północ i drzwi się otworzyły... niestety tylko na minutę, bo szturmujacy tłum mało nie powybijał szyb. Tak więc od tej pory ilosć wejsć do srodka została ograniczona. Wpuszczano po 50 osób. Do Empiku dostałam się około 0.45 (a dodam, że byłam na poczatku tłumu) i tam odstałam jeszcze w trzech kolejkach. Ale w końcu trzymałam ja w rękach. Od tej pory było mi wszystko jedno. Zostałam przepchnięta dalej po stempelek. Tam ujrzałam hrabię_Regis, jednak nie było mi dane zamienić z nią nawet słówka... po szybkim przypieczętowaniu ksiażki i mojego czoła, zostałam popchnięta w stronę p. Polkowskiego. Tam szybkie skrobnięcie autografu (tak swoja droga to ciekawe, który to był już z kolei) i było już po wszystkim.
Poznański Empik urzadził premierę dopiero następnego dnia o 10.00 rano...
Na usprawiedliwienie Empików muszę dodać, że organizatorzy nie spodziewali się tak wielkich tłumów.
Ja pomagałem w premierze w Krakowie i jak rozmawiałem z główna organizatorka, to mówiła, że chciałaby 100 osób. Dla niej to miał być wielki sukces. Ja cos niesmiało przebakiwałem może o 150. Przychodzę w piątek pod Empik, a tam chyba z 1000 ludzi pcha się na drzwi!!!! W związku z tym cały plan wydarzen legł w gruzach, bo tylu ludzi to się nawet w Empiku nie mogło pomiescić!!!!pisze Dex.
Tymczasem członkowie poznanej na Targach Ksiażki "grupy Tytusa" przeżywali jeden z najwspanialszych dni w życiu. Ponieważ chodziło im nie tylko o promocję ksiażki, ale i o czynienie - jak Harry - dobra, postanowili odwiedzić dzieci, które tego dnia nie maja wiele powodów do radosci, leża bowiem w szpitalu. Tego dnia padał deszcz, było przerazliwie zimno, wszyscy, poprzebierani w niezwykłe stroje, przemarzli bardzo - a jednak, kiedy weszli do Szpitala Dziecięcego na ul. Niekłańskiej i zobaczyli usmiechy dzieci, zrobiło się im bardzo ciepło. "Na swiecie sa dzieci chwilowo szczęsliwe i dzieci chwilowo nieszczęsliwe", mówił do kamery Zbigniew Hołdys. "Naszym dzisiejszym zadaniem jest sprawić, by te nieszczęsliwe też poczuły się szczęsliwe. Myslę, że to jest wielka frajda dla Tytusa i jego przyjaciół". Oprócz szpitala, grupa "Magicznych Ludzi" odwiedziła Szkołę Terapeutyczna na Wiolinowej 5, gdzie podarowała bibliotece szkolnej ksiażki wydane przez Medię Rodzinę. "Magiczni" planowali też odwiedzić Osrodek "Markot" oraz Dom Dziecka, jednakże deszcz spowodował duży poslizg czasowy i po prostu nie zdażyli. Niewiele mieli też czasu, żeby przed nocna premiera cokolwiek zjesć - a zaczęli swoja akcję o godzinie dziesiatej rano. "To był najszczęsliwszy dzień w moim życiu", opowiada Marta. Uwieczniła go dokładnie w swoim zeszycie i wie, że go nie zapomni.
Po sukcesie akcji urzadzonej przez Tytusa z okazji premiery IV części Pottera, on i jego ojciec postanowili założyć fundację zajmujaca się uszczęsliwianiem dzieci. Zauważyli, że wiele z odwiedzonych w szpitalu osób cieszyło się nie dlatego, że dostało w prezencie ksiażkę lub tiarę czarodzieja, ale dlatego, że w ogóle ktos o nich pomyslał. Wspólnie z Andrzejem Polkowskim, tłumaczem serii o młodym czarodzieju, uznali, iż energia fanów Harry'ego Pottera jest tak duża, iż moga ja ukierunkować w stronę dobra i wykorzystać dla innych dzieci. Powiedzieć: "Słuchajcie, magiczni ludzie! Jest dziecko, które potrzebuje pomocy! Zróbcie tak, żeby było szczęsliwe!". W zwiazku z tym zarejestrowali nazwę "Magiczni Ludzie" i wykupili konto na serwerze, by utworzyć stronę www.magiczniludzie.pl. Kilkakrotnie spotkali się z reszta powstałej na Targach grupy (w skład której wchodzili wówczas: Tytus, Warmajk, Wojtek, Marta, Wera, Ariel, Gosia i Magda) i omawiali szczegóły, planowali akcje na najbliższy czas; z okazji Mikołajek, Swiat… Jednak po paru sobotach cos się zaczęło kruszyć i Tytus przestał przychodzić. Wiele wówczas działo się w jego życiu, miał zaległosci w szkole, zauważył u siebie - jak wielu innych internetowych fanów Pottera - objawy uzależnienia od Internetu. Zdał sobie sprawę, że jest tylko nastolatkiem i postanowił zaczać żyć jak zwykły nastolatek, co równało się odłożeniu planów zwiazanych z fundacja na czas bliżej nieokreslony. Jednak kilka osób, które dzięki niemu się poznały, postanowiło kontynuować znajomosć i spotykać się co tydzień w dalszym ciagu, choćby i bez Tytusa. Na spotkania te przychodza coraz to nowe osoby, skład grupy wciaż się zmienia; często przyjeżdżaja osoby z innych miast, te, które poznały się z innymi na czacie. Zdarza się też, że grupa ma dorosłych gosci: od czasu do czasu z Tytusem kontaktuje się student piszacy pracę magisterska o Harrym Potterze, chłopiec odsyła go do Marty, organizatorki spotkań, ta zas po prostu zaprasza na spotkanie.
Kolejna grupa fanów Pottera, która wytworzyła się w Internecie, jest zbiorowisko osób przychodzących na forum dyskusyjne przynależne do oficjalnej strony Medii Rodziny. Forum to istnieje od 13 września 2000 r. i chociaż pierwszy temat założył Tytus, nie miał on wiele wspólnego z rozwojem tej strony. Przez łatwe do odnalezienia Forum Miłośników Harry'ego Pottera (adres strony znajdował się na okładce Harry'ego) przewinęła się wielka ilosć osób, majacych mniejszy lub większy wkład w powstanie aż 7 stron archiwum postów. Z poczatku pojawiało się niesłychanie dużo tematów dziennie, wiele zyskiwało po kilkanascie, kilkadziesiat odpowiedzi (niekoniecznie na wysokim poziomie), pózniej do głosu doszło kilkunastu najczęściej bywających i wyćwiczonych w rzeczowym argumentowaniu nastolatków: Prince, Malfoyka, Weranike, L@dy Hermiona, Rangex, Yado, Nick, Ariel, Hagrid_, Lupus, Dabuszka, Hey, Jastrzabek… - te nicki przewijaja się przez kilka podstron archiwum. Zagladało też tam paru dorosłych fanów. Regulamin składał się z dziesięciu krótkich punktów, mówiacych o kulturze wypowiedzi - ułożył go Rangex a inni forumowicze zatwierdzili. Dyskutowali o różnych sprawach - poczawszy od tego, w jaki sposób wpadł komu w ręce pierwszy tom HP, poprzez charakteryzowanie postaci, nadzieje związane z filmem, aż do tematów "off topic", majacych wiele wspólnego nie tyle z Harrym co z jego fanami: omawiano szkołę, wakacje, zawierano znajomosci, z których częsć - jak w przypadku grupy powstałej na Targach - utrzymało się do dzis. Warto zauważyć, że konstrukcja forum była mocno przestarzała, jednakże większosć nie narzekała; brak możliwosci zajerestrowania się uważano za mało istotny, forumowicze tworzyli tak zwartą grupę, że bez trudu poznawali się po stylu wypowiedzi. Częsć z nich wręcz nauczyła się na, jak zwali forum starzy bywalcy, MR-ce sztuki dyskutowania. Jednak z biegiem czasu, jak to się często zdarza, wyczerpały się tematy, stopniowo odeszła tzw. Stara Gwardia i MR-ka, jak wiele innych przed for nim i po nim, umarła. Owszem, Media Rodzina niedawno ogłosiła przeprowadzkę na nowe forum, zapewniajace niesłychanie dużo funkcji, jednakże tych kilku użytkowników, którzy wciaż przychodza, odradzaja wręcz innym rejestrację, uważajac, że szkoda czasu i sił. Wypalili się.
Dawno, dawno temu, za bitowa góra i siedmioma linkowymi lasami istniało sobie Forum. Jego nazwa onegdaj spoczęła w najgłębszych otchłaniach zapomnienia i tam też ja pozostawmy, gdyż lata swietnosci tegoż miejsca to prehistoria, a wszelkie próby poprawy sytuacji spełzały na niczym.,podsumował to Hagrid_ na swojej stronie domowej, która niegdys poswięcona była własnie MR-ce.
Inna historię ma forum znajdujace się na serwerze http://twoj.net. Wniosek o jego założenie wysłał do głównego administratora Twoj.Netu Tytus Hołdys i poczatkowo forum należało do jego strony; przestało, kiedy Tytus stracił nad nim kontrolę. Strefa Harry'ego Pottera założona została w końcu maja 2001 r. (kiedy MR-ka cieszyła się obecnoscia kilkunastu stałych i wprawionych dyskutantów) i szybko została opanowana przez setki nowych użytkowników, zakładajacych po kilka razy ten sam temat, na ogół dotyczacy wówczas Tytusa i jego strony. Zaprowadzenie na niej porzšdku zajęło parę miesięcy - wsławili się w tym przede wszystkim: Asen, autor regulaminu i Waiting, pomysłodawczyni i twórczyni Swistoklików, czyli tematu zawierajšcego linki do wszystkich innych założonych tematów, także tych zamkniętych. Dopiero to (a także odsyłanie wszystkich nowych do obu wyżej wspomnianych tekstów, bezwzględne usuwanie niezgodnych z zasadami notek i wsparcie ze strony reszty forumowiczów) zaprowadziło porzadek na, liczacym sobie rok temu w momencie przeprowadzki na nowy serwer 1259 tematów, forum. Porzadek ten panuje do dzis - dawniej przypominajaca jeden wielki smietnik Strefa liczy sobie kilkudziesięciu stałych i często wypowiadajacych się bywalców i, w przeciwieństwie do Forum Miłosników Harry'ego Pottera, zdaje się wciaż nie być skostniała. Złożyły się na to: dostępnosć forum w internecie, jego wielka popularnosć i obecnosć tak nie chcianych na MR-ce opcji jak porzadkowanie tematów wg ostatniej odpowiedzi, rejestrowanie, kasowanie notek. Obecnie najpopularniejsze dyskusje to: Nowosci ze swiata HP - skad je czerpać?; Następny do raju - kto zginie w V tomie?; Kto zagra [w filmie Harry Potter i Więzień Azkabanu, dop. aut.]?; Liczebnosć uczniów Hogwartu; Gadżety... kto znajdzie najbardziej obciachowy?; Czy dementora można jakos zabić?; Jak wygladaja SUMy? Wiek dyskutantów jest bardzo zróżnicowany: pisza tam ludzie dorosli oraz piato- i szóstoklasisci. Wiele dyskusji jest naprawdę obszernych, uczestnicy często przytaczaja na potwierdzenie swych słów długie cytaty z ksiażek i nierzadko dochodza do całkiem interesujacych wniosków. "Jest raczej sympatycznie", opowiada Irene Adler, stała bywalczyni http://twój.net. "Nie odrzuca, poziom rozmów zazwyczaj wysoki (choć jest paru forumowiczów, których nie rozumiem za grosz - Hagrid, jabol...). Tyle, że teraz forum nieco 'stoi' - wybuchy towarzyszyły filmowi, zapewne kolejny przytrafi się w okolicy nowego tomu. I, momentami - trochę za dużo konkretów, dowodów. Zdarza się, że ktos chciałby po prostu wyrazić zdanie, ale zaraz inny wyskakuje: uzasadnij, w ksiażce nie ma!" Nie panuje tu taka swoboda jak na innych forach; jest to bez watpienia dobre dla dyskusji, która nie schodzi nagle na zupełnie inne tory, ale dłuższe wczytywanie się w kilkaset wypowiedzi na jeden temat, nie okraszonych żadnym humorystycznym akcentem może męczyć. Dyskutanci bywaja wręcz przerażajaco rzeczowi. Możliwe, że boja się kolejnej fali chaosu.
Zupełnie inny klimat panuje na HP Fanfiction, forum sasiadujacym ze Strefa, gdzie rzeczowosć i brak fantazji absolutnie nie sprzyjaja popularnosci. Kilka tygodni po powstaniu Strefy, Alicja, znana w Internecie jako Dziewczyna Hagrida, zaproponowała pisanie fanfictów, czyli opowiadań, które w jakis sposób nawiazuja do swiata opisanego przez kogos innego, wykorzystujacych postacie, miejsce i sytuacje znane z ksiażki albo filmu. Wniosek ten nie spotkał się z wielkim entuzjazmem, ale ktos odesłał Dziewczynę Hagrida na MR-kę, gdzie już pojawiło się kilka takich opowiadań. Alicja powtórzyła swój pomysł, podrzuciła link do http://www.fanfiction.net - najsławniejszego zbiorowiska wszelakich fanfictów w całej sieci - i jeszcze tego samego dnia jeden z forumowiczów z MR-ki wysłał do admina twoj.netu wniosek o założenie forum poswięconego tylko opowiadaniom zwiazanym z Harrym Potterem. Forum powstało i bardzo szybko pojawiło się na nim wiele opowiadań, lepszych i gorszych. Po trzech miesiacach tematów było już sto, z czego większosć opatrzona była dopiskami w rodzaju: "częsć 3", "odcinek 9". Moderator HP Fanfiction, Rangex, przerażony chaosem, proponował wiele możliwych metod uporzšdkowania opowiadań, jednakże większosć propozycji łaczyła się z usunięciem komentarzy do kolejnych częsci, te zas autorzy wielce sobie cenili. W końcu jedna z autorek, Ariel, znalazła bardzo proste rozwiazanie: założyła jeden temat, który nazwała "Spisem Tresci" i wkleiła do niego linki do wszystkich fanfictów, porzadkujac je alfabetycznie wg nicków autorów. Było to na długo przed pojawieniem się na Strefie "Swistoklików".
"Na fanfiction.net większosć historii dotyczy samego Harry'ego, potem zas kolejnych bohaterów. U nas dużo jest takich o wymyslonych przez autora postaciach, które żyja w swiecie HP, znaja jego bohaterów... Ale niekoniecznie przeżywaja przygody razem z nimi", charakteryzuje fanficty Irene Adler.
Przeczytanie wszystkich napisanych dotad opowiadań zajmuje wiele godzin, zas sam widok biurowego segregatora, wypełnionego w całosci fanfictami, przyprawia o zawrót głowy. "To tylko jakas jedna trzecia całosci, drobne 740 stron", wyjasnia z usmiechem Ariel, włascicielka owego segregatora. "Nie drukuję wszystkiego jak leci". Opowiadania w segregatorze uporzadkowane sa chronologicznie, od czasów założycieli Hogwartu, poprzez dzieciństwo Voldemorta i Huncwotów, aż do pokolenia Harry'ego i jego dzieci. Sa też propozycje zakończeń, parodie, sztuka teatralna, wiersze, nawet przeróbki znanych piosenek.
Zdarzaja się fanficty 10-zdaniowe oraz takie, które licza sobie po kilkaset stron i zajmuja osobny segregator. Różnorodnosć tematów jest niesamowita a niektóre teksty zaskakuja dojrzałoscia myslenia i oryginalnym podejsciem do tematu; widać też, że podczas pisania wyobraznia z pewnoscia nie próżnowała. Niekiedy z treaci łatwo wywnioskować, że fanfict powstał pod wpływem impulsu, był forma uzewnętrznienia emocji, fabuła innych obmyslana jest przez miesiace. Popularne jest dopowiadanie losów ulubionych bohaterów, wymyslanie im rodzin, przyjaciół; niektóre postacie stworzone przez nastoletnich autorów wydaja się bardziej przekonujace niż te wymyslone przez sama Rowling! Najlepszym przykładem sa tu opowiadania Irene Adler: jej Zia Molles, dziewczyna, narzeczona i wreszcie żona Syriusza Blacka wydaje się być żyjaca istota, a nawet narzuca się innym autorom jako jedyna jego dziewczyna; najlepiej przedstawiła to Ida Lowry we wstępie do swojego debiutanckiego opowiadania:
Wiem, że pewnie większosć z Was widzi przy jego [Syriusza - przyp. aut.] boku tylko i wyłacznie panne Molles (sama nie mogłam się od niej uwolnić przez kilka dni - ukłony dla Irene), ale chciałabym Wam jednak zaproponować wersje alternatywna.
"Na HP FF jest ta "elita" najstarszych autorów. Tych, którzy pisza najdłużej i do których często się nowsi odwołuja. Zatem forum jest nieco hermetyczne - chyba nikt z pózniej przybyłych nie zyskał aż takiej popularnosci jak ci pierwsi", opowiada Irene. Po chwili poprawia się: "A raczej te pierwsze" - na forum większosć autorów to dziewczyny, od poczatku istnienia nie zjawiło się tam nawet dziesięciu chłopaków. Dziewczyna Hagrida, Ariel i Irene Adler należa do tych pierwszych i najpopularniejszych autorek fanfictów; warto tu też wymienić Hagrida_, piszacego własna wersję V tomu, zatytułowana Harry Potter i Krag Przeznaczenia, tworzacych głównie parodie, humoreski i groteski Rangexa i Malfoykę, zajmujaca się głównie historiš Lily Potter oraz Mirię, która interesujš przede wszystkim sceny obyczajowe. Jednak autorów jest dużo więcej, około osiemdziesięciu, a większosć z nich ma własny, charakterystyczny styl i coraz to nowe pomysły, z upływem czasu coraz lepsze; rozwijaja się, doskonala swój warsztat. Najwyrazniej widać to na przykładzie Mirii: zadebiutowała na forum jako jedenastolatka niespecjalnie dobrym tekstem o mierci ojca Harry'ego, napisała kilka słabych opowiadań, po czym zaskoczyła wszystkich paroma dobrymi i bardzo dobrymi. A nie ukończyła jeszcze trzynastu lat i na pewno jest jedna z najmłodszych fanfictionistek.
Duża zaleta forum jest możliwosć komentowania opowiadań: dzięki temu autor może poznać opinie czytelników, zarówno pozytywne, jak i wyraznie krytyczne. Przeglšdajac archiwa, nie spotkałam się ze zdaniem "to jest totalne dno, jesli tylko tak umiesz pisać, to jestes zerem" - ci, którzy opowiadania komentuja, najczęsciej sami publikuja swoje teksty i zawsze chętnie służa pomoca lub rada. Wytykaja literówki i potknięcia stylistyczne, zauważaja i chwala oryginalnosć, sugerujš niepospolite poprowadzenie tematu. Najmniej cenione sa oceny szkolne i opinie ograniczajace się do "super, daj ciag dalszy!", najbardziej - twórcza krytyka. Niestety ostatnio poziom komentarzy bardzo się obniżył, co zostało delikatnie potępione w opowiadaniu Cena sławy. Niestety, tekst zrozumiały tylko osoby, do których nie był adresowany, więc parę miesięcy pózniej Irene Adler założyła temat Jak komentować?. Pomogło. " Irytujace bywa też to, że czasem zdaje się, że komentarz dotyczy nie konkretnego utworu, ale autora - lubiany, więc nie można skrytykować...", dopowiada Irene.
Dla porównania, na fanfiction.net w tej chwili znajduje się ponad 66 000 opowiadań poswięconych tematyce HP. Co ciekawe, nie sa one najczęsciej dobrze oceniane przez autorki z HP Fanfiction - a przynajmniej nie przez Irene, która tak je charakteryzuje:
Czytajac je, należy koniecznie zapomnieć o jakiejkolwiek swiętosci słowa pisanego, przyswajaniu go jako obowiazujacej prawdy itd. Opowiadania tam sa o wszystkim i o niczym. Nie starczyłoby życia, aby je chociażby przejrzeć.
Prym wioda Przygody Harry'ego Pottera
Drugie miejsce zajmuja wielkie miłosci. Zakochuja się wszyscy we wszystkich, na dodatek mnóstwo sposród owych zakochanych bohaterów jest domyslanych przez autorów. Dosyć długo wsród opowiadań można było znalezć takie z ostrymi scenami miłosnymi, jakis czas temu jednak usunięto kategorię "NC-17" z dostępnych na stronie.
Sa tam parodie, piosenki, wiersze, krótkie opowiadania, horrory, opowiadania klimatyczne... Niestety, nie wszystkie jednakowo dobre. Niektóre - banalne, ocierajace się o kicz, słabe literacko.
Jedna z lepszych autorek jest Jedi Boadicea. Napisała m.in. alternatywna wersję piatego tomu - "Memories of tomorrow" oraz kilka opowiesci o Huncwotach - "Dog stars and desires", "Entwined", "Memories of tomorrow: dreams of yesterday". Jedi należy do tych autorów, którzy pisza językiem nieledwie lepszym od tego, którym posługuje się JKR, a jej opowiadania sa oryginalne i pełne ciekawych rozwiazań.
Należy dodać, że Jedi Boadiceę zarówno Irene Adler, jak i Dziewczyna Hagrida uważaja nieomal za mistrzynię. "W dziedzinie fanfiction. Poza ff wolałabym Sapka albo choćby Neila [Gaimana, amerykańskiego pisarza fantastycznego, autora m.in. "Amerykańskich bogów" - przyp. aut.]... O siostrach Bronte nie wspominajac", dopowiada natychmiast Irene.
Nie tylko wokół Tytusa skupili się potteromaniacy z polskiego Internetu. Największa po harrypotter.republika.pl jest bez watpienia tzw. Elisa, wielka witryna prowadzona przez Radka Zachę i cały sztab współpracowników. Nazwę swa wzięła od serwera, na którym przez długi czas, do końca marca 2003 r. znajdowała się witryna - tak samo strona Tytusa nazywana jest niekiedy przez potteromaniaków Republika.
(Zastanawiajace jest, że wiele nazw miejsc potterowskich w Internecie jest identyczna z serwerami, na których znajduja się "ich" strony, czaty, fora: pokoje "Harry Potter" na Onecie, Polchacie i Interii nazywane sa po prostu Onetem, Polchatem i Interia, strona Tytusa to Republika a strona założona przez Radka - Elisa. Każda z tych internetowych lokalizacji to zaledwie drobna częsć zasobów serwera - ale przecież fanów reszta pokojów i stron prawie nie interesuje, po co maja sobie komplikować życie i pisać "wolę pokój Harry Potter na Onecie od pokoju Potter na Polchacie", jesli wystarczy "wolę Onet od Polchatu"?) Elisa różni się od Republiki własciwie wszystkim: grafika, systemem zamieszczania nowych informacji, sposobem działania, podejsciem do odwiedzajacych. Jest to najczęsciej, oczywiscie, celowe - Radek nie ma ochoty być porównywanym do Tytusa, zas internauci bywaja okrutni i skłonni sa zaatakować za wszystko. Jednak, co jest dosć dziwne, nie sprzeciwiaja się temu, że przy liczniku na stronie Radka widnieje napis "dotychczas odwiedziło nas ... Magicznych Ludzi" - nazwa, po raz pierwszy użyta na stronie Tytusa, przyjęła się. Sam licznik zas pokazuje niesamowita liczbę miliona siedmiuset tysięcy gosci.
Strona Radka jest niezwykle bogata w informacje: codziennie pojawia się kilka nowych wiadomosci, czasem bardziej ciekawych, czasem mniej. W zasadzie każdy artykuł o Harrym Potterze, który pojawi się w Internecie lub jakiejs gazecie, jest cytowany a niekiedy i komentowany. Jesli ktos szuka jakiejs informacji o swiecie Pottera, wystarczy, że przekopie się przez kilka tysięcy newsów, jakie pojawiły się na stronie odkad powstała w czerwcu 2001 roku. Wydaje się jednak, że autorzy strony podchodza do wszystkiego bezkrytycznie i, choć wiele rzeczy komentuja, nie maja własnego zdania, na stronę zas wrzucaja bez żadnej selekcji wszystko, co choć w częsci dotyczy Harry'ego.
Z krytyka Elisy w zasadzie się nie spotkałam - najwyrazniej przytłaczajacej większosci się podoba, spełnia ich oczekiwania. Możliwe jest też, że ogół Elisowców nie dopuszcza do siebie mysli, że ktos może krytykować stronę i ich samych. Albowiem Elisa to, oprócz strony, wielu fanów korespondujacych ze soba, wymieniajacych opinie o Harrym na własnym forum (http://forum.harrypotter.org.pl) i na własnym czacie. Latem 2002 r. częsć fanów wyjechało na kolonie do zamków Czocha i w Gniewie gdzie na Letniej Szkole Magii bawili się, brali udział w walce o Puchar Domu, uczyli się "latania na miotle" i innych przedmiotów, których sekretów większosć nie chce nikomu zdradzić. "Jak pojedziesz, to się dowiesz", odpowiada większosć zapytanych, na Strefie jest jednak fragment pamiętnika Eeveeliny:
Najpierw - szachy czarodziejów (no... co tu napisać? W szachy nas uczyli grać). Potem - zielarstwo (pisalismy tzw. "teorię" o ziołach znanych). Następnie - język dementorów (nauka języka migowego). Kolejna atrakcja był... obiadek! Nie pamiętam co było, ale na pewno było niedobre. Po obiedzie - cicho. A potem następna lekcja - szyfrologia (nauczylismy się szyfru domu /Animus only/ i szyfru szkoły oraz Czekoladki). Następnie - quidditch (gra w palanta). No i ostatnia - magia ratownictwa (wykład na temat "Jak postępować wobec ran i oparzeń").
Czas spędzony razem uczestnicy wspominaja znakomicie i na ogół chca jechać także w tym roku; niektórzy już się spotkali w znajomych zamkach podczas ferii zimowych.
Jednym z for na serwerze Elisy jest Fanfiction, jednakże opowiadania tam zamieszczane nie sa najznakomitsze - większosć jest identyczna, opowiada albo o wielkich miłosciach, albo o autorach opowiadań w jakichs niezwykłych sytuacjach. Po przeczytaniu paru tekstów, postronny czytelnik ma ich dosć, nie rozumie o co chodzi - nie zna przecież wszystkich szczegółów z życia forumowiczów, nawiazania do pewnych znanych im wydarzeń go nie bawia. Ponadto autorzy najczęsciej nie dbaja o interpunkcję, pisza internetowym slangiem, zamieniajac "ó" na "oo", "sz" i "ż" na "sh". Taki sam język pojawia się podczas dyskusji na innych elisowych forach, gdzie większosć dyskusji po mniej więcej szesciu, siedmiu wypowiedziach całkowicie zmienia charakter i nagle dotyczy np. ostatniego sprawdzianu z matematyki. Elisowcy to w zasadzie tylko osoby od 10 do 16 lat, rozmawiaja o swoich problemach nastolatków - ich forum i styl bycia sa charakterystyczne dla ogółu młodzieży. Tak samo sama witryna: tworzona przez tyle osób, nie posiada przewodniej mysli, specyficznego klimatu, jaki może zapewnić jeden, pełen oryginalnosci twórca; oddaje po prostu ogólny charakter tej masy ludzi, jaka ja tworzy.
Hogwart, szkoła, w której Harry uczy się magii, jest niezwykle popularny wsród zmęczonych "mugolskimi" podstawówkami, gimnazjami i liceami fanów. Częsć z nich zapragnęła odmiany. Dalsze wyczekiwanie listu zapraszajacego do Hogwartu nie miało sensu, i tak powstały pomysły stworzenia Szkół Magii. Istniała taka na Elisie, istniały również na innych stronach. Najsłynniejsza została SMiC, umieszczona na serwerze prorok.civ.pl. SMiC została założona w maju 2001 roku przez Vanyę, Ginny i Silverboya. Kolejnych nauczycieli znalezli, nawiazawszy kontakt z Prorokiem - wówczas ruszył pierwszy nabór do domów. Zgłosiło się mnóstwo osób, jednak liczba miejsc była ograniczona i przyjęto tylko pierwszych 300 kandydatów. Kolejne 2000 osób wyraziło chęć zostania wolnymi słuchaczami. Wielokrotnie zmieniał się skład tzw. Grona Magicznego - nauczycieli.
W połowie roku z nauczania historii magii zrezygnował prof. Ragefast von Klinkerhoffen, a zastapiła go Ellene Luthien. Prof. Helva rozpoczęła pracę w szkole dopiero w styczniu 2002.,pisze Silverboy w podsumowaniu rocznej działalnosci szkoły. Nauczane przedmioty były identyczne z opisanymi w ksiażkach J.K. Rowling: historia magii, transmutacja, zielarstwo, eliksiry, wróżbiarstwo, czarownice, obrona przed czarna magia, opieka nad magicznymi stworzeniami, mugoloznawstwo, numerologia i zaklęcia. Dodatkowo nauczyciele prowadzili specjalne lekcje okazjonalne: m.in. podczas Bożego Narodzenia i z okazji Andrzejek. Lekcje zamieszczane były na specjalnych podstronach, każdy z profesorów dysponował więc własna "pracownia". Na każdy dzień tygodnia przypadała jedna, góra dwie lekcje. Prace domowe należało nadesłać nauczycielowi w okreslonym terminie na maila - w zależnosci od oceny, każdy uczeń zdobywał okreslonš liczbę punktów dla swojego domu. Możliwe było także napisanie prac dodatkowych - najobszerniejsze mogły zostać wykorzystane przez któregos z profesorów jako obowiazujace notatki. Tak jak w Harrym Potterze, rok zakończył się podsumowaniem punktów i dom, który zdobył największa ich ilosć, wygrywał Puchar Domów. Ogłoszono wiele konkursów, wymyslono również system wybrania prefektów domów: najlepsi uczniowie otrzymali od nauczycieli propozycje wystartowania w wyborach. Najambitniejsi z nich zorganizowali sobie własne kampanie. Założono również specjalny czat, gdzie każdy mógł porozmawiać z nauczycielami czy innymi uczniami.
Organizacja była podobno swietna. Zdarzały się wprawdzie opóznienia, nie wszyscy uczniowie przykładali się do nauki - ale nie wolno zapominać, że SMiC wymyslili i stworzyli ludzie, którzy jednoczenie musieli znalezć czas na odrabianie chemii czy pisanie wypracowania z polskiego - nastolatki.
Tak jak w innych srodowiskach, również w SMiC nawiazało się bardzo wiele trwajacych do dzis znajomosci. Niestety, z jakiegos powodu Szkoła Magii i Czarodziejstwa przetrwała tylko rok - w 2002 roku nie ogłoszono już naboru uczniów.
Najstarszym i cieszacym się największa popularnoscia czatem poswięconym Harry'emu Potterowi w Polsce jest, obok Onetu, pokój Potter na Polchacie. Jego historia jest bardzo zawiła i pełna niedopowiedzeń, niemal nie do zrozumienia dla kogos, kto nie uczestniczył w niej czynnie od poczatku. Nawet założyciel i były admin pokoju, Ludwik, nie może pojać, jak doszło do tego, że Tytus mówi, iż jego pierwszy czat, pokój na Polchacie, został mu ukradziony… Każdy zna inna wersję wydarzeń, dla nikogo, kto był w to zaangażowany, nie jest to przyjemny temat, większosć go unika. W rezultacie znam tę historię tylko z jednej, długiej opowiesci osoby, która według Tytusa była jego głównym wrogiem.
Dla Ludwika historia zaczęła się, kiedy uczył się HTML-a i stworzył swoja pierwszą stronę - o szkole, w której uczyli się on i Tytus. Było to we wrześniu 2000 roku, kiedy harrypotter.republika.pl nie była jeszcze popularna i jej autor wywiesił w szkole reklamę. Wtedy Ludwik zajrzał na Republikę: "A tam na stronie głównej, na samej górze obrazek i podpis "moja szkoła". I link do mojej stronki. No cóż... To były moje początki w necie i poczułem się bardzo dumny", opowiada. Ludwik, który wtedy zamierzał powierzyć opiekę nad stroną o szkole komus innemu, wszedł na czat Tytusa, żeby z nim porozmawiać: chciał go przekonać, by pomógł mu robić szkolna witrynę. Tytus mówił, że ma mnóstwo pracy, ale zgodził się i został Redaktorem Naczelnym, jednak poza pierwszym newsem nic nie zrobił. "Nie mam mu tego oczywiscie za złe, harował przy harrypotter.republika.pl", mówi Ludwik, a potem opowiada o dziwnym wydarzeniu na szkolnym czacie, gdzie był głównym administratorem: otóż Tytus wszedł na ten czat i, ni stąd, ni zowąd, zaczął Ludwika wyzywać. Ludwik zareagował natychmiast odebraniem Tytusowi operatora i zablokowaniem mu wejścia do pokoju (tzw. banem), po czym, kiedy chciał się z Tytusem porozumieć na jego własnym czacie, przez pierwsza godzinę sam był nieustannie wyrzucany z pokoju. Nieco pózniej grupa hakerów zainteresowała się czatem Tytusa: przychodzili w licznym gronie (udawali ludzi całkowicie się nie znających) i robili awantury; mieli zamiar zniszczyć czat. Tytus wówczas oznajmił, że jeżeli to się jeszcze raz powtórzy, on zamknie pokój. Powtórzyło się, zas Tytus podejrzewał, że to Ludwik stoi za tymi awanturami. Pokój został zamknięty, co dla jego stałych bywalców, grupy bardzo niewielkiej i dobrze się znajacej, było dotkliwym ciosem. "Ten czat był już wtedy dla mnie bardzo ważny", wspomina Ludwik. "Bylismy grupą przyjaciół, to był jeszcze malutki pokój, nie do porównania z dzisiejszym Polchatem czy Onetem. Nie wyobrażalismy sobie, że możemy tak nagle zaczać żyć bez naszego czatu. Chcieliśmy się nadal spotykać i postanowilismy założyć nowy. Zrobiłem to ja, z powodu największej wiedzy technicznej". Operatorami nowego pokoju zostali wszyscy, którzy przychodzili na czat Tytusa, strona pokoju zas, www.potter.civ.pl. opatrzona była dużym napisem, głoszacym że czat ten jest zwiazany ze strona Tytusa. Ludwik bardzo długo miał nadzieję, że Tytus zmieni zdanie, że czat wróci na jego stronę a oni będa mogli skasować swój. Nie wiedział wówczas, że to niemożliwe: Tytus miewa pretensje do ludzi, że kontynuuja bez niego to, co on stworzył. Tak własnie było z jego pierwszym czatem, pózniej zaś - z Fundacja "Magiczni Ludzie", kiedy sam odsunał się od życia fanów Pottera a potem irytował się, że wszystko dzieje się bez niego.
Pokój założony przez Ludwika i jego przyjaciół rozwijał się, przychodzili coraz to nowi ludzie i nagle okazało się, że niewielka częsć bywalców zna poprzedni czat, na którym Tytus był głównym administratorem - uznawali władzę Ludwika, który wiedział, że nie może im powiedzieć: "Na stronie Tytusa znów jest czat. Od dzis nie jestescie już opami. Czat zamykamy". Kiedy powstał opisany wczesniej pokój Harry Potter na Onecie, Ludwik poczuł, że jest szansa. "Wysłałem do niego list", opowiada. "Wyglada na wazeliniarski, ale ja naprawdę tak uważałem."
Drogi Tytusie!
Zorientowałem się, że w tym zaangażowaniu w chat zapomniałem o różnych ważnych sprawach. Zapomniałem np. o historii, o tym że chat polchat jest własciwie od Ciebie pożyczony i że własciwie "wypadł" z twojej strony, ale zawsze miałem nadzieje, że tam powróci.
Zapomniałem też, że istotne sa interesy nie tylko tego chata, ale szerszej grupy polskich internetowych pottermaniaków.
Pamiętam jak kiedys się zorientowałem, że już nie będzie tak łatwo przyłaczyć polchatowskiego chata do ciebie, bo przecież nie można tak po prostu wywalić adminów. Teraz widzę szansę zrobienia tego bez wywalania adminów (sam przyznasz, że ich potrzebujesz).
Zupełnym bezsensem jest, żeby istniały dwa polskie pottermaniackie chaty. Po co ludzie maja wybierać, skoro spora częsć przychodzi i tu i tu !!!
ZALETY POŁACZENIA:
- będzie jeden chat Harry'ego Pottera, ludzie nie będa musieli wybierać, nie będzie rozłamu
- na Chat będzie przychodzić więcej osób
- będziesz Głównym adminem jedynego, dużego chatu Harry'ego Pottera
- głównym adminem jedynego chatu Pottera będzie Tytus Hołdys (to wcale się nie pokrywa z poprzednim punktem, poprzednia korzysć była dla ciebie, ta dla całego chatu i pottermaniaków)
- na chat polchat przychodzi wiele ludzi, którzy sa z twoja strona prawie od poczatku, teraz będa przychodzić na wspólny
Jesli nie wyrazisz zgody:
1. zastanów się jeszcze raz
2. Jesli nadal nie wyrazisz zgody patrz punkt 1.
Pozdrawiam
Ludwik
"Tytusowi spodobał się ten list. Zaczał odnosić się do mnie coraz przyjazniej. Zaczęliśmy ustalać szczegóły połączenia". Z początku adres pokoju na Polchacie miał wskazywać na Onet, na czym bardzo Tytusowi zależało. Ludwik dziwił się, ale ustapił. Wspólny czat miał powstać na Onecie, jednak wszyscy operatorzy Polchatu mieli dostać i tam stanowisko opa. Ponadto na Polchacie miało odbyć się referendum - to z kolei był pomysł Ludwika, który chciał mieć pewnosć, że wszyscy się na to zgadzaja. "Uważałem, że nie mogę sam podjać takiej ważnej decyzji", tłumaczy Ludwik, dodajac po chwili, że bardzo ich przekonywał - Tytus również.
Na kilka dni przed terminem referendum, Tytus nagle zmienił zdanie. Nie zrezygnował z połaczenia czatów, o nie! Wspólny czat miał powstać na Polchacie, zas operatorzy z Onetu zachowaja swe funkcje. "Wszystko, co mówił, było cudowne", wspomina Ludwik. "Dużo ze mna rozmawiał. Własciwie wszystko, co mogło, szło super. I czat, i moja znajomosć z Tytusem… Nie ukrywam, że przychodziłem na jego pierwszy czat także po to, żeby się z nim zaprzyjaznić. To był mój najszczęsliwszy netowy czas". Ludwik odwołał referendum, gdyż nikt nie miał watpliwosci, że warunki sa korzystne. Tytus przy nim wszedł na swój czat i uroczyscie oswiadczył, żeby wszyscy przeszli na Polchat, gdyż to jest nowy czat jego strony. Dostał też wszystkie hasła dostępu. I nagle, tuż przed oficjalna przeprowadzka, Ludwika spotkało wielkie, ogromne rozczarowanie.
"Wszedłem na Onet", mówi. "Spotkałem tam Jacksona Ghosta. Kilka osób pytało mnie, czy Jack będzie przychodził na Polchat, więc postanowiłem go o to zapytać. Nigdy przedtem z nim nie rozmawiałem... I tu dochodzimy do... hmm... powiedzmy, do mało przyjemnego wspomnienia. Jednego z najmniej w moim życiu". Chłopak przerywa opowiesć. "Odetchnę, napiję się czegoś". Po chwili kontynuuje: "Okazało się, że Jackson nic o połaczeniu nie wiedział, Tytus nawet mu nie wspomniał. Powiedział też, że własnie rozmawia z Tytusem przez telefon, a on mówi, że jestem kłamca. Że to miał być adres Polchatu wskazujacy na Onet i… tyle. Ale zanim jeszcze porozmawiał z Tytusem, oswiadczył mi, że do tego nie dopusci. Że on na to nie pozwoli. Że jesteśmy najgorszymi Tytusa wrogami i on nie pozwoli się jemu z nami zadawać". Jack jest bardzo silna osobowoscia, zaskakuje bardzo często nawet tych, którzy, zdawałoby się, swietnie go znaja. Wiele osób mówi, że ma bardzo oryginalny sposób myslenia oraz zdumiewa niezwykłymi pomysłami; potrafi też pociągnać za soba innych. Niestety dla Ludwika, jest również przerażajacy w gniewie. "Wiele razy powtarzał że jestem zerem, nic nie znaczącym zerem. I różne podobne rzeczy, których nie pamiętam, albo nie chce pamiętać. Byłem wstrzasnięty. Pierwszy i ostatni raz popłakałem się, naprawdę się popłakałem, przez to co się stało w necie. Nikt nigdy mnie tak nie zgnoił. Żadne dziecko nie potrafi zadawać tak dotkliwych ran. Nie przeklinał, nie był wulgarny. Był... straszny" .
To był, oczywiscie, koniec pomysłu z połaczeniem czatów. Internetowy adres www.potter.prv.pl, który do tej pory przekierowywał ludzi na Polchat, wskazywał Onet. Tytus oznajmił, że Ludwik był głupi, jesli myslał, że czat będzie na Polchacie, ponieważ Onet jest bardziej profesjonalny. Mówił też o naiwnosci Ludwika, który spodziewał się, że wszyscy jego operatorzy (których było kilkunastu) zachowaja swój status, gdyż on nie może mieć aż tylu opów. Zgodził się na zostawienie dwóch oddzielnych pokojów; dowodziłby wtedy i Onetem, i Polchatem. Pokłócili się. Tydzień pózniej Tytus z powrotem przekierował www.potter.prv.pl na Polchat.
Od tej pory istniały dwa całkowicie odrębne czaty, różniące się zarówno mentalnoscią ludzi, którzy je odwiedzali, jak i grafika, nawet systemem. Na Onecie głównymi dowódcami byli Jackson i Tytus, tylko oni mieli prawo wybierać innych operatorów, zabranie zas tej funkcji za jakies przewinienie oznaczało, że dana osoba najpewniej już nigdy jej nie odzyska. Jackowi często zarzucano wprowadzenie monarchii absolutnej - i w zasadzie była to prawda. Onet cechował porzadek - mało kto odważył się powiedzieć Jackowi "nie".
Na Polchacie głównym administratorem był Ludwik, jemu jednak zależało wciaż na demokracji, przez co miał mnóstwo problemów z młodzieża, która zawsze chciała swobody, pokłócenia się bez obaw, że nagle wyleci z pokoju za bluzg, reklamę czy cos podobnego. W rezultacie onetowicze, którzy przypadkiem weszli na Polchat, zauważali absolutny chaos, Polchatowicze zas na Onecie - stagnację i sztywnosć. Na ogół jednak panowała między nimi całkowita obojętnosć - od sprawy z łaczeniem pokojów minęło dużo czasu i ci, którzy cos pamiętali, milczeli, ci zas, którzy pojawili się pózniej, na ogół nawet się ta sprawa nie interesowali.
W lutym 2002 roku znalazł się jednak ktos, kto całkiem dobrze orientował się w historii swojego czata, bywał też na sąsiednim i, w rezultacie, mając 13 lat i wielkie pokłady agresji, zorganizował najazdy na ten drugi. Za sprawą Voldie, operatorki z Polchatu, i jej paru koleżanek, Onet, wówczas już osłabiony (jak wszystkie skupiska potteromaniaków w Internecie) przez parę miesięcy przeżywał kryzys. Z jednej strony wielu, zwłaszcza nowych, bywalców buntowało się przeciwko nazbyt surowym zasadom, z drugiej - codziennie na czacie pojawiały się dziewczęta z Polchatu i wyzywały, kogo mogły, odstraszając innych od odwiedzania pokoju i jednoczesnie zapraszajac do siebie. "Oni mnie wtedy raczej zrażali do Polchatu niż przekonywali... Denerwowali mnie. Przychodza na Onet, mówia, że jest głupi itp. a nawet nie chcieli zobaczyć jak naprawdę wyglada nasz czat.", wspomina jedna z onetowiczek, Martussa.
Były to bardzo ciężkie dni dla obu czatów, gdyż onetowicze nie pozostawali dłużni i, zaczynajac od profilaktycznego wyrzucania z pokoju każdego, kto pochodził z Polchatu zanim ten się jeszcze odezwał, rozniecali konflikt. W końcu obu stronom zaczęło zależeć na zaprzestaniu kłótni: Voldie i jej towarzyszkom karnie odebrano funkcję operatora, na Onecie zdjęto nakaz wyrzucania polchatowiczów z pokoju. Ale jeszcze miesiac później Voldie wchodziła na Onet i powodowała kolejne kłótnie z Jacksonem, sprowadzała koleżanki, które też atakowały. Poniekad przyspieszyła rozpad Onetu: gdyby nie ona, prawdopodobnie onetowicze długo jeszcze ceniliby zasady ustanowione przez Jacka i nie sprzeciwiali się im - jednak jedna dziewczyna z Polchatu sprawiła, że zasady te zostały poddane osadowi i uznane za zbyt ostre. Operatorzy zmieniali się, następował rozłam. W końcu, w Wielka Sobotę w 2002 roku, z pokoju na Onecie oficjalnie odeszli najstarsi operatorzy: Jackson Ghost, Tytus, Tajemnicza Dziewczyna, Finnigan i jeszcze paru innych. Zostawili pokój nowym, młodszym, bardziej swobodnym, ci jednak nic dla niego nie zrobili. Parę miesięcy pózniej, w wakacje, czat obumarł. Obecnie nikt na niego nie wchodzi.
Tymczasem Polchat wciąż funkcjonuje, aczkolwiek jego najlepsze dni również dawno minęły. Szczególny kryzys pokój przeżywał w maju, kiedy wszystkie zasady straciły znaczenie. Ludwik oraz paru starszych czatowników bardzo nad tym ubolewali, zwłaszcza że jednoczesnie zabrakło operatorów - ci, którzy mieli to stanowisko, przestali przychodzić, nowych nie miał kto wybierać, gdyż ważniejsi operatorzy, tzw. fullopowie, również zawiedli. Ludwik, który wciaż był głównym administratorem, ale na czat nie przychodził zbyt często, postanowił wybrać nowego fullopa, takiego, który mógłby go zastapić, nadawać funkcje operatora nowym osobom, ustanowić nowe zasady... Ostatniego dnia maja na czacie rozgorzała wielka dyskusja, niemal wszyscy wołali: "Mnie wybierz, to ja jestem najlepszy", nie odzywała się tylko jedna osoba, nosząca nick Vieffioorka. Vivi była na czacie nowa, weszła dopiero drugi raz i ograniczyła się jedynie do skomentowania chaosu, jaki panował w pokoju. I raptem Ludwik wpadł na pewien pomysł, który zaskoczył wszystkich: oznajmił publicznie, że "może da fulla Vieffioorce". Po rozmowie prywatnej z nia, zauważył, że się nadaje, ma bowiem cechy, których wymaga od operatorów, ponadto jest już operatorem na innym czacie... na Harrym Potterze na Onecie.
Nie był to dobry pomysł. Vieffioorka, onetowiczka z krwi i kosci, nie miała szans, by zrozumieć Polchat, z jego barwnoscia i skomplikowanymi stosunkami oraz zupełnie różnymi zasadami od jej znanych. Ponadto szybko rozniosło się, że pochodzi z Onetu, co nie przysporzyło jej wielbicieli. Parę osób, w tym Zaffirowanego, podbiła kultura i mieszanka poczucia humoru z odpowiedzialnoscia.
Oceniacie ja po pozorach i tym, że przychodzi tu nie tak długo jak WY a mimo to ma opa. Tak nie można! Vivi jest fajna dziewczyna i jeśli nie wiecie o niej nic więcej oprócz tego co usłyszycie nie warto się wypowiadać przeciwko niej.,pisał Zaffirowany na stronie poswięconej czatowi Potter na Polchacie. Wtóruje mu HedwiczkaA:
Ludwik bardzo dobrze postapił nadajac jej prawa opa i na pewno jest to jakies urozmaicenie w naszym ostatnio bardzo nudnym czatowym 'życiu'. Przekonajcie się czego tak naprawdę jest warta Vieffioorka, a dopiero potem się wypowiadajcie.
Jednak większosć była przeciwko Vieffioorce, nie potrafiła jej zaufać - a Vivi nie mogła odnalezć się w nowym srodowisku, już nie wspominajac o zapanowaniu nad nim. Po paru miesiacach zrzekła się funkcji operatora.
Na czacie wciaż panowały ciężkie czasy. Mało kto przychodził, trwały kolejne kłótnie, z których znaczna częsć zwiazana była z Voldie. Pózniej Xavi, jak to sam mówił, podjał próbę odbudowania atmosfery Pottera sprzed roku. Założył w tym celu pokój str8, gdzie zaprosił wielu czatowników - częsć z nich przeszła tylko dlatego, że liczyła na funkcję operatora, będaca dla nich największym możliwym wyróżnieniem, częsć poszła za Xavim, częsć zas mu po prostu uwierzyła. Technik, najstarszy bywalec Polchatu, skomentował to tak:
Co tu dużo mówić, dla Pottera nastał czas nieszczególny. Ale może to i dobrze. Może tego trzeba było? Pewnego wstrzasu? Może przez to się swoiscie "oczysci" z ludzi przypadkowych, z Potterem nie zwiazanych? Niektórzy z czatowników już wybrali nowy chat, inni tkwia w swoistym "rozkroku" między jednym i drugim chatem, reszta, ci najwierniejsi, pozostali nadal na Potterze. I to jest nasza siła, siła Pottera. Ja także pozostałem na Potterze. A przecież dostałem "zaproszenie" od Xaviego na nowy chat. Jak wielu innych. Ale postanowiłem pottera nie opuszczać. Dlaczego nie uległem modzie i nie przystapiłem do "nowych" (jacy oni tam nowi - to przecież ludzie z Pottera)? A po co miałbym to robić? Chat potter ma swoja tradycję, historię i charyzmę. Nowy chat niestety żeruje na Potterze i jego tradycji oraz czatownikach. Podobno ma odtworzyć dawna atmosferę panujaca na potterze (sprzed roku), ale chyba sami "ojcowie założyciele" maja co do tego pewne watpliwosci. Sam Xavi jawnie wyraził opinię, ze Pottera nienawidzi. Odtworzyć ma zatem cos, czego nienawidzi? Czyż nie ma tu sprzecznosci? Braku logiki? Dzis obsadę chatu str8 stanowia ludzie sciagnięci z Pottera, nowych jest niewielu. A z drugiej strony zagranie Xaviego było sprytne - str8 jako niby kontynuacja (czy aby jednak?). Pottera zaludnił się. Wielu w te kontynuację (oczywiscie lepsza) uwierzyło. Gdyby nie to, to pewnie na chacie byłoby niewielu ludzi. I tu Xavi pograł na próżnosci wielu czatowiczów pottera.
Następnie na czacie zapanował kolejny zastój. Około 80% czatowników odeszło na str8, reszta straciła zapał oraz tematy do rozmowy. Pózniej, już w 2003 roku, Potter przestał być czatem prywatnym i pojawiło się na nim mnóstwo bardzo młodych stażowo i wiekowo osób.
Rzadko który z nich ma stały nick, a czatowaniu wiedza niewiele, o zachowaniu na chacie też nie. Bez obciachu reklamuja nie pytajac o zgodę nikogo z obecnych na chacie, nie znaja terminów zwiazanych z chatem, (...) pisza wielkimi literami i nie widza w tym nic niestosownego. Młode pokolenie, ale już bezczelne, zupełnie nie czujace respektu przed starszymi, bardziej doswiadczonymi. nie znajace NETYKIETY zupełnie. Wyznają zasadę - na chacie wolno jest WSZYSTKO - wolnosć zupełna.komentuje to Technik z niesmakiem. W końcu "nowe pokolenie" nieco się uspokoiło i obecnie niektórzy z najstarszych bywalców zauważaja z niesmiała nadzieja, że, być może, wracaja stare, dobre czasy…
"Wiesz, ja się dziwię, że ten pokój w ogóle przetrwał, podczas gdy Onet upadł", podsumowuje historię Vieffioorka, znana w innych miejscach jako Ariel. "Niemal całkowicie pozbawiony zasad, przypomina górę piasku, której ziarna każdy przesypuje według własnej woli. Chociaż, jak się na tym głębiej zastanowić, nie jest to aż tak zdumiewajace: na Onecie panował jeden ustrój, jedna władza. Kiedy Jack odszedł, wszyscy poczuli się bezdomni. Natomiast Polchat tworzy każdy, ta ich 'demokracja' ma jednak pewien sens. Władza zmienia im się co chwila: nie ma dnia, by jakis op nie oddał swego miejsca innemu, a każdy kształtuje pokój według własnej woli i musi tylko uważać, by inni uznali jego wolę za własna. Ale odejście jednej osoby nic nie zmieni. Zawsze znajdzie się ktos, kto ja zastapi, w gruncie rzeczy kopia swego poprzednika. A taki Jack jest jeden, nie do podrobienia".
***
Przedstawione tu grupy fanów Harry'ego nie sa, oczywiscie, wszystkimi. Internetowe TopListy wymieniaja od dwudziestu do pięćdziesieciu polskich witryn poswięconych ksiażkom J.K. Rowling i ich bohaterom, wiadomo zas, że nie wszystkie strony zgłosiły się do jakiejs TopListy. Wokół większosci skupia się wiele osób: częsć z witryn posiada własne fora i fankluby, działy fanfiction i czaty, parę prowadzi własne Szkoły Magii, w których wybrane osoby "nauczaja" o numerologii, mitycznych stworzeniach, przesadach, numerologii, tai-chi, ziołach, runach i innych "magicznych" dziedzinach wiedzy. Niektóre strony rozrastaja się po jakims czasie do rozmiarów portalu fantastycznego prorok.civ.pl, inne (tych jest znacznie więcej), jak wspomniana na MR-ce harrypotter.forever.pl gina w mrokach niepamięci i w końcu usuwane sa z serwera. Ale sa. Do niedawna znaczna ich częsć opierała się na grafice harrypotter.republika.pl - jakos trudno tym stronom się usamodzielnić, wydobyć spod wpływu pierwszej z nich wszystkich - strony Tytusa. Jednakże dnia 2 lutego 2002 roku Tytus zamiescił newsa "The End", w którym podziękował wielu osobom, pożegnał się i ogłosił zamknięcie swojej witryny, pół roku pózniej zas zamknęła ja republika.pl za "przekroczenie limitu transferu". Od tej pory żadne archiwa nie sa dostępne - chyba, że ktos zapisał cała stronę na dysku… Szkoda, że legenda nie jest już dostępna zwykłym internautom. Skutkiem ponad rocznego poslizgu z wydaniem piatego tomu, magia stopniowo wietrzeje i grupa zwana "Magicznymi Ludzmi" sypie się. Liczne do niedawna popularne strony potterowskie uskarżaja się na spadek zainteresowania. Na warszawskich spotkaniach bywa coraz mniej osób. "To tylko ja je utrzymuję?", smuciła się Marta po powrocie z ferii zimowych; usłyszała, że podczas jej nieobecnosci spotkania prawie się nie odbywały. Ale perpetuum mobile ruszyło 31 lipca 2000 roku i trudno sobie w tej chwili wyobrazić, że się zatrzyma, że potteromania przestanie istnieć. Nawet jesli się zmieni, nawet jesli komercja zabije częsć magii przygód młodego czarodzieja, nawet jesli zostanie zamknięta kolejna strona... Fanów Harry'ego Pottera jest tylu, że poradza sobie ze wszystkim.